Pakość jest niewielkim miasteczkiem położonym nieopodal Inowrocławia. Na przekór obecnemu podziałowi administracyjnemu Polski (woj. kujawsko - pomorskie), i mocno już zakorzenionemu zaliczaniu go do Kujaw, leży ono tak naprawdę na samiutkim skraju geograficznej i historycznej Wielkopolski, a konkretniej jej "subregionu" zwanego Pałukami. Chociaż leży na bocznej odnodze "Szlaku Piastowskiego", raczej nie jest odwiedzane przez wielu turystów, chociaż jest tego warte - zwłaszcza zaś w Wielkim Poście, gdy na tutejszej Kalwarii odbywają się wielogodzinne nabożeństwa Drogi Krzyżowej. Niegdyś odbywał się przy kalwaryjskim kościele także franciszkański festiwal piosenki religijno - ekologicznej. Tak właśnie, goszcząc bodaj dwa lub trzy razy na festiwalu, poznałem i polubiłem Pakość. Oczywiście wziąłem też - chociaż tylko raz w nocnej Drodze Krzyżowej po "kalwaryjskich dróżkach" (wszystko bodaj około... 4 - 5 godzin!). Ale było to wiele, wiele lat temu...
Chociaż interesowały mnie wówczas także stare legendy, to nie aż tak, jak obecnie, i nie szukałem ich jakoś specjalnie. Nie zastanawiałem się wtenczas, czy Pakość ma jakieś swoje legendy, czy też nie. Teraz lubię poznawać legendy także tych miejsc, które odwiedziłem dawno, dawno temu. A chociaż nie byłem w Pakości ćwierć wieku, mam do niej ogromny sentyment i wiele miłych wspomnień. Więc gdy w internecie, na jednej z platform sprzedażowych, zobaczyłem niewielką książeczkę pt. "Pakoskich legend czar"... po prostu musiałem ją zakupić. :)
Na szczęście za "nieszczególną: raczej okładką kryją się całkiem interesujące treści, których autorką jest Katarzyna Podczaska. I jestem bardzo zaskoczony, że malutkie miasteczko (i jego okolice) może kryć aż tyle regionalnych podań - jest ich w sumie ponad 30! Niemniej zaskoczony byłem, że żadne z nich nie wiąże się z chyba najsłynniejszym zdarzeniem w dziejach Pakości - bitwy konfederatów barskich z wojskiem carskim w 1769 roku. Śpiewa o niej piękną choć smutną pieśń Jacek Kowalski: "97 konfederatów barskich w Pakości - pieśń dziadowska oraz bagienny taniec tychże". Owych 97 Polaków tam poległo i jest pochowanych koło jednaj z kalwaryjskich kaplic i liczyłem na to, że... tam straszą ich duchy, a tu "ni hu-hu". ;) W sumie sam byłem na miejscu, gdzie leżą, i to nocą głęboką, i też "ni hu-hu", ale może dlatego, że podczas wspomnianego nabożeństwa "drogi krzyżowej", więc... ;)
Ale i Pakość ma na szczęście swoje zjawy, które są jakoś ostatnio jednym z moich ulubionych elementów folkloru. Najciekawsza - jak dla mnie przynajmniej - jest opowieść o widmie wisielca, który... schodzi z drzewa, by uratować pewnego młodzieńca, wprawdzie prowadzącego rozwiązłe życie, ale mającego jednak dobre i szlachetne serce. No i... tu nie jestem pewien, ale tą opowieść jakbym już skądś znał, z jakichś innych stron. Bo bajędy mają to do siebie, że... migrują, jak ptaki. Coś, co się zrodziło w jakimś miejscu, znajduje chętnych słuchaczy gdzie indziej, i zakorzenia się w nowej przestrzeni, i staje się z czasem lokalne, swojskie. Ta migracja odbywa się różnie, i na różną skalę - tak samo z regionu do regionu, jak i z kraju do kraju, a nawet z kontynentu na kontynent.
Tym, co mnie zaskoczyło jest skromna ilość legend o tematyce religijnej. Zwykle w małym, prowincjonalnym miasteczku bywa ich sporo, a tu... niewiele, jedynie skromne wzmianki o klasztorze i o pochodzeniu rzekomych relikwii krzyża świętego, jakie w nim są przechowywane i otoczone kultem. Tym bardziej jest dziwna ta "szczupłość", że Pakość była od XVII wieku, kiedy to powstała Kalwaria Pakoska (w tamtych czasach "kalwarie" były bardzo modnym projektem religijno - duchowym), ważnym ośrodkiem kultu religijnego. Bardzo dziwnym mi się zdaje, że wokół niego nie zrodziła się żadna legenda. A może... wprost przeciwnie, jednak całkiem sporo - tak na... osobny zbiorek? Nie jestem jakoś związany z religią katolicką, ale do Kalwarii Pakoskiej mam sentyment i bardzo osobisty stosunek, więc... mam nadzieję i będę szukał! :)
Jak już wspomniałem, legend jest ponad 30, a więc naprawdę dużo - wypada mniej więcej po jednej na stronę książeczki (nie licząc tych ze sporą ilością reklam, które mnie osobiście w takich publikacjach bardzo drażnią, chociaż pomagają im "ujrzeć światło dzienne"). Niektóre są dłuższe, wiele bardzo krótkich i lakonicznych. Podane są niezbyt literacko, bardziej etnograficznie, poznawczo. To niewątpliwie ciekawa i wartościowa publikacja. Sprawiła mi sporą przyjemność, bo chociaż sercem i duchem przeniosła na chwil parę do Pakości - sympatycznego i urokliwego miasteczka nad rzeką Notecią. :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz