poniedziałek, 8 grudnia 2025

Żródełko św. Wojciecha

  

Nie identyfikuję się z katolicyzmem, więc kult świętych to "nie moja bajka". Identyfikuję się za to z Gnieznem i Ziemią Gnieźnieńską, z naszą historią i tradycją. Z tą zaś wiążą się osoby katolickich błogosławionych i świętych - i w tym ujęciu są one dla mnie ważne i ciekawe. I legendy o nich, rzecz jasna, także mają dla mnie wielkie znaczenie. Historia i legendy - nie kult religijny.

Dla Gniezna najważniejszy jest oczywiście św. Wojciech, bez którego trudno je sobie wyobrazić. Nie miałoby ono takiego znaczenia, jak ma - ani w historii, ani w teraźniejszości. Gniezno było "centralnym grodem" piastowskiego państwa. Chociaż Poznań zyskał wielkie znaczenie, Chrobry zdecydował, by właśnie w Gnieźnie, nie gdzie indziej, złożyć ciało męczennika, podnieść rangę starego grodu, podkreślić jego pierwszeństwo pośród innymi. Wiedział, że mając męczennika i jego relikwie może znacznie wynieść swój ród i kraj. A także i swe "gniazdo" - Gniezno. Bez św. Wojciecha Gniezno by zapewne zupełnie straciło w końcu znaczenie - bo "środek ciężkości państwa" się pewnie znacznie przesunął na Poznań. Nie byłoby Zjazdu Gnieźnieńskiego, nie powstałaby metropolia kościelna i katedra. Być może biskupstwo w Poznaniu by "wyewoluowało" w metropolię, arcybiskupstwo polskie. Muszę uczciwie przyznać, że bez św. Wojciecha Gniezno by było zapewne... mieścinką bez znaczenia, zapomnianą piastowską "stolicą".

Gniezno ma wielki skarb historii i tradycji, także legend. Ma też znaczny wpływ na cały region. Także mieszkańcy okolicznych miasteczek sięgali do tego skarbca, próbując coś dla siebie uszczknąć z tego dziedzictwa. W wielu przypadkach chodziło zwykle o dumę: "patrzcie, my mamy równie stary rodowód!" czy "nasze miejsce też ma wielkie znaczenie!" Jako Gnieźnianina trochę mnie bawią niektóre regionalne legendy o Lechu - jak te z Poznania, Pobiedzisk czy Wrześni (chociaż bardzo je lubię i mam ich własne wersje!) -  czy fakt, że Kruszwica "pożyczyła" sobie Popiela i Piasta. Uśmiecham się także czytając lub słysząc różne opowiastki o św. Wojciechu, jego bytności tam czy siam, i czynach - często cudach...

Ten św. Wojciech - wszak "Patron Polski" - był tak pożądany, że... Gdyby wierzyć we wszystkie legendy czy wzmianki najdrobniejsze o tym, gdzie to niby był i co czynił, to ów nieborak by musiał w Polsce całe życie spędzić, i to dożywając bardzo później starości! Jako Gnieźnianin mogę być dumny, że jesteśmy jedynymi, których "miejsce na ziemi" ma pewne i oczywiste powiązania ze św. Wojciechem i nie musimy niczego zmyślać! Właściwie... nie przypominam sobie żadnej legendy o obecności św. Wojciecha w Gnieźnie a tylko te związane z jego zwłokami i kultem. W gruncie rzeczy... schlebia mi - jako Gnieźnianinowi "od grobu św. Wojciecha" ;) - że ten św. Wojciech jest był tak pożądany. I całkiem miło mi czytać różne legendy, bajędy i gawędy o nim. Takie, jakie ma na przykład Trzemeszno.

Trzemeszno jest ostatnio mocno w obrębie moich zainteresowań bajarskich - za sprawą książki "Cudowne źródełko". No właśnie... Legenda o tym, jakoby św. Wojciech założył w Trzemesznie klasztor benedyktynów i że tam było przechowywane pierwotnie jego ciało, nie jest jedyną lokalną opowieścią o tym męczenniku. Inna mówi właśnie o nim i źródełku, które za jego sprawą zyskało "cudowne moce". 
 
Przeczytawszy o nim w książce pani Jolanty, sięgnąłem też do źródła, z którego korzystała, a które na szczęście łatwo znaleźć w internecie. Jest to publikacja pt. "Trzemeszno - szkic regionalny o niespokojnem mieście powstańców" Bogdana Maciejewskiego (1932 r.). A bajędę tą tak w nim przedstawiono:
  
 
Opowiastka, jakich w naszym kraju jest bardzo, bardzo wiele... Tak, jak w każdym zakątku Polski są jakieś zatopione kościoły czy dwory, bądź zapadłe zamki, tak i wszędzie pełno jest różnych "cudownych źródełek", a część z nich potraciła swą "cudowną moc" w dokładnie taki sam sposób, jak w tej legendzie trzemeszeńskiej. Nawet z samą osobą św. Wojciecha łączy się identyczna "jota w jotę" legenda z Budziejewka koło Mieściska. Tam takie "cudowne źródełko" miało wybić koło wielkiego głazu, który miał jakoby temu biskupowi - męczennikowi posłużyć pewnego razu jako ambona, z którego głosił kazanie okolicznemu ludowi. I tam też "plugawiec" jakiś przemył oczy ślepemu koniowi i ot, skończyły się łaski i cuda, bo źródełko "zbezczeszczono" i święty patron, czy Bóg, się pogniewał i... "zrobił focha". Ha, ha, ha...
 
Tak popularny, powielany niemal "kopiuj - wklej", motyw jest w sumie dla mnie trochę... nużący. Dla miejscowych jest na pewno bardziej niezwykły i pociągający, bo postrzegają go bardziej osobiście, jako ich własny. A ja napotykam go gdzieś po raz... trudny już do zliczenia. Jeśli nie czuję się jednak znudzony, nie odczuwam chęci ziewnięcia i pominięcia tej opowiastki, to głównie dlatego, że mimo wszystko każdy w sposób naturalny opowiada to trochę inaczej. Główny motyw jest "typowy", ale nie jest źle, gdy ktoś dodaje coś mniej lub więcej od siebie, gdy pojawiają się w opowiastce jakieś opisy miejsca czy postaci, które bardziej wiążą ten nudny motyw wiodący z tym konkretniejszym "miejscem na ziemi". Tak, jak w tej powyżej przytoczonej.
 
---------- 
 
Informacje o "cudownym źródle św. Wojciecha" znaleźć można także w materiałach Ottona Knoopa - ten jednak nie wspomina o tym, by utraciło ono swą moc, ani  okolicznościach tego zdarzenia. Pisze on: 
"Przy drodze z Trzemeszna do Gniezna jest źródło obmurowane i obsadzone drzewami zwane 'Piekiełko'. Mówią, że św. Wojciech umył sobie w nim nogi, wskutek czego nabrało wybornego smaku i siły uzdrawiającej." 
Jest w tym zapisie pewna nieścisłość, czy może splątanie różnych opowieści. Bowiem z nazwą "Piekiełko" lokalna tradycja wiąże niewielkie jeziorko - niegdyś pewnie leśne - a obecnie mały stawek. Wiążą się z nim inne podania, ale akurat nie to o św. Wojciechu. Zresztą nazwa "Piekiełko" nijak przecież nie pasuje do miejsca, które tradycja lokalna uznawała za "uświęcone" obecnością św. Wojciecha! 
 
Rzecz w tym, że Knoop nie odwiedzał osobiście wszystkich opisywanych miejsc, ani nie badał wnikliwie poszczególnych relacji, zazwyczaj nawet nie starał się dokładnie i ze szczegółami zapisać wszystkiego, co mu opowiedziano. Na pewno odwiedził Gniezno, ale być może nie był wcale w Trzemesznie, a tylko spisał zasłyszane opowieści. Wygląda na to, że dwie "zlały mu się" w jedną - co mogło tym łatwiej się zdarzyć, że oba miejsca są bardzo blisko siebie. Chociaż starał się to, co zdołał zanotować, uporządkować, to jednak... no, mogło mu się poplątać, mógł coś źle zrozumieć. Nie był zawodowym badaczem, naukowcem - był nauczycielem z ogromną pasją do folkloru, zwłaszcza legend, podań, bajań i przesądów ludowych. 
 
Natomiast w tej jego notatce bardzo mi się podoba wzmianka o "smakowitości" wody ze źródełka po tym, gdy obmył ją swe stopy "świątobliwy mąż". To nawet lepiej pasuje do tzw. "pobożności ludowej", niż gest i słowa błogosławieństwa wypowiedziane przez niego. Źródełko bowiem, przez kontakt fizyczny, staje się samo w sobie jakby "relikwią". Na tej samej zasadzie, jak "relikwią trzeciego stopnia" są przedmioty, których używała taka "święta osoba" za życia, albo... potarte o jej kości np. kawałki płótna.
 
Jeszcze pod koniec XIX wieku, jak wynika z zapisków Knoopa, źródełko mogło wciąż istnieć. Pisząc o "obmurowanym źródle" autor ma na myśli zapewne formę niezbyt głębokiej studzienki. Podobne "szczególne źródła" często tak "zamykano", spotkać się z tym można w wielu miejscach. Z drugiej strony zaś samo źródło mogło już dawno wyschnąć a studzienka tylko symbolizować miejsce, gdzie wedle tradycji się ono znajdowało. Obecnie jego dokładna lokalizacja nie jest znana, lecz było ono gdzieś w pobliżu drogi, nazwanej - ku jego upamiętnieniu - "ul. Źródełko".
 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O teatrze ilustracji - kamishibai

Zajmuję się głównie teatrem ilustracji. Ta forma sztuki bajarskiej wywodzi się aż z dalekiej Japonii i po japońsku nazywa się "kamishib...