poniedziałek, 30 marca 2026

Nowe skarby me...

 Dotarły do mnie kolejne wspaniałe podarki z bajędami i legendami. Pierwszy to "Legendy lasów Kujaw i Pomorza" - podarek od Nadleśnictwa Szubin. Kolejne zaś to "Legendy Kujaw i Pomorza" w mutacji wydanej dla Urzędu Miejskiego w Janowcu Wielkopolskim. Bo trzeba wam wiedzieć, że Wielkopolska sięga znacznie dalej, niż granice województwa - na północ aż pod Bydgoszcz, na wschód zaś aź pod Kruszwicę, obejmując m.in. całe Pałuki.  A że seria wydawnictw Quixi Media podporządkowana jest podziałowi administracyjnemu kraju, to legendy wielkopolskie, pałuckie, są - tak dziwnie - "legendami Kujaw i Pomorza". Z Janowca przyszła też do mnie sympatyczna książeczka z samymi tylko legendami i bajędami z obszaru ich gminy.

Bardzo, bardzo jestem wdzięczny! Każda taka ksiąźka to dla mnie wielki skarb! 


Seria od wydawnictwa Quixi Media mnie coraz bardziej fascynuje i zaczynam ją zbierać "po maniacku". Okazuje się bowiem, że "Legendy Kujaw i Pomorza" a "Legendy Kujaw i Pomorza", czy też "Legendy Wielkopolski" a "Legendy Wielkopolski" to... nie to samo, źe wydania dla poszczególnych samorządów potrafią się mocno różnić zawartością - szacuję, że na poziomie nawet 40 - 50%! Więc taki kolekcjoner, jak ja... może dostać bzika! ;) Już szukam dla siebie kolejnych mutacji!

piątek, 20 marca 2026

O legendach Gminy Gniezno w książce ukazanych

Trzymam w rękach kolejną wspaniałą książkę bydgoskiego wydawnictwa Quixi Media. Tym razem nie otrzymaną od nich, ale to oni mnie skierowali, pisząc w mejlu, że wydali książkę "personalizowaną" dla Urzędu Gminy Gniezno. No więc "uśmiechłem" się właśnie tam i dostałem ją! Jestem bardzo szczęśliwy i mega wdzięczny!

Bezpośrednio od wydawcy otrzymałem wcześniej "Legendy Wielkopolskie" i myślałem, że ta gnieźnieńska "mutacja" będzie się różniła minimalnie, tylko dodaniem ze dwóch naszych regionalnych legend. Ale miałem chrapkę ogromną i na to. Tymczasem...

...i miałem rację, i myliłem się ogromnie zarazem. Bowiem owszem, nasze gnieźnieńskie legendy są "zaledwie"  dwie, ale już patrząc w spis treści widać, jak bardzo różnią się obie te edycje!

To duże i bardzo przyjemne dla mnie zaskoczenie, bo ogromnie lubię poznawać nowe miejsca, także od strony legend z nimi związanych. A przecież nasza wielkopolska ziemia jest w nie przebogata! Mamy ich w sumie... pewnie "niezliczoną ilość". Właściwie samymi tylko gnieźnieńskimi mógłbym chyba taką książkę, jak ta / te wypełnić, gdyż na chwilę obecną szacuję swą wiedzę i zasoby legend Gniezna i okolic mniej więcej na 20 - 25 opowieści. :)

środa, 18 marca 2026

Bajarz musi czasem iść... do muzeum!

Praca nad legendami to nie tylko szukanie samych legend i pisanie zgrabnych - mniej lub bardziej ;) - tekstów, opowiadanie. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. Potrzeba wiedzy z obszaru etnografii, historii, archeologii. Pracując nad kolejnymi tekstami, odwiedziłem dziś nasze gnieźnieńskie Muzeum Początków Państwa Polskiego.

Potrzebowałem bowiem wiadomości o wczesnośredniowiecznych grodach wokół grodu książęcego i dworach w sąsiedniej wsi. Wszystko to oczywiście w ramach podążania tropem naszych lokalnych podań i tradycji. Sporą pomocą mi posłużył nasz archeolog, dr Tomasz Janiak, "chodząca encyklopedia" archeologii Ziemi Gnieźnieńskiej.  I... już wiem, że coś tam w tych naszych przekazach lokalnych i... nie, nie samych legendach, ale w moich gawędach o legendach i dziejach Gniezna i regionu wymaga sprostowania. :) Bo bajędy bajędami, ale prawda historyczna jest przecież niezwykle ciekawa i warto o niej snuć gawędy. :)

wtorek, 10 marca 2026

O tym, jak św. Wojciech do Gniezna powrócił

O Gnieźnie mówi się, że tak jak Rzym leży na siedmiu wzgórzach. Rzeczywiście wzgórz w mieście nie brakuje – chociaż większości ich nie dostrzeżemy, bo naturalny krajobraz uległ wraz z rozwojem miasta wielkim przemianom, został w znacznym stopniu zniwelowany. Najsłynniejszym jest oczywiście Wzgórze Lecha, na którym wznosi się majestatyczna katedra - sanktuarium św. Wojciecha. To jest "serce" Gniezna, całego Szlaku Piastowskiego i... tak naprawdę całej Polski, bo przecież właśnie na tym wzgórzu wszystko się kiedyś zaczęło! Na wschód od Wzgórza Lecha wznosiło się Wzgórze Panieńskie, biorące swą nazwę od klasztoru sióstr klarysek, niegdyś tam istniejącego (obecny teren Rynku). Za nim zaś kolejne – Wzgórze Zbarskie, zwane także Wzgórzem św. Michała. To wciąż wznosi się nieco, choć niezbyt znacznie, ponad otaczający je teren. Stoi na nim kościół gotycki, poświęcony temu właśnie „księciu wojska anielskiego”. 

 
Dla Gnieźnian jest to miejsce powszechnie znane i bardzo ważne - głównie z przyczyn religijnych. Ma bowiem, obok katedry ogromne znaczenie w kulcie św. Wojciecha, w dorocznych uroczystościach ku jego czci przypadających pod koniec kwietnia, w rocznicę jego męczeńskiej śmierci (tj. 23 kwietnia, lub w najbliższy weekend po tej dacie). To do tego właśnie kościoła, po nieszporach odprawionych w katedrze, wyrusza procesja z relikwiami św. Wojciecha. Tam przez całą noc trwa czuwanie wiernych przy jego szczątkach. W niedzielny ranek zaś wyrusza stamtąd procesja jeszcze uroczystsza i okazalsza z powrotem ku katedrze. To z pewnością jeden z najlepszych momentów w roku, by odwiedzić Gniezno! I to niezależnie od tego, czy jest się wierzącym i przybędzie się jako pielgrzym, czy też nie i jest się tylko turystą, dla którego liczy się historia, zabytki i widowisko - a procesje te są mocno widowiskowe.

Starsi Gnieźnianie znają tą nazwę - Wzgórze Zbarskie. Młodsi już raczej nie, i poza Wzgórzem Lecha innych wam raczej nie wskażą, niestety - poszły w zapomnienie wzgórza i ich nazwy. Ale nawet ci starsi mogą mieć problem z wyjaśnieniem, skąd właściwie nazwa tego wzniesienia się wzięła. A we wczesnym średniowieczu istniał w tym miejscu niewielki gródek obronny - jeden z kilku, jakie osłaniały wtenczas Gniezno od wschodu. Ten gródek właśnie nosił piękne miano Zbar. Najpewniej podobnie, jak w przypadku słynnego ukraińskiego Zbaraża nazwa ta wywodzi się od prasłowiańskiego rdzenia "zora" - oznaczającego "świt", "zorzę" lub "światło". Nazwa ta mogła więc odnosić się do miejsca "oświeconego", "jaśniejącego", położonego na wzgórzu, które wcześnie oświetlało światło. Najpewniej jednak powiązać je można właśnie ze świtem, świtaniem - gródek leżał na wschód od książęcego grodu, a więc tam, gdzie świta dzień, prawda? 

 
Istnieje zapomniana legenda o bardzo wczesnej fundacji świątyni w tym miejscu – do której miało dojść jeszcze w pierwszej połowie XI wieku. Miał ją rzekomo ufundować pewien młodzian o imieniu Żelisław, jako przebłaganie za grzechy swego ojca i własne. Najstarsza wzmianka o parafii i kościele pochodzi jednak z roku 1316.. Obecnie stojąca świątynia wzniesiona została na przełomie XIV i XV wieku, a w 1900 roku dobudowano do niej wieżę, która dziś jest tak charakterystycznym elementem śródmiejskiego krajobrazu. Do legendy o grodzie zbarskim i fundacji kościoła będzie jeszcze okazja powrócić. Ale dlaczego właśnie tu i stąd idą świętowojciechowe procesje? O tym też mówi podanie.
 

poniedziałek, 9 marca 2026

Legendy i opowieści mogileńskie

Mogilno jest niewielkim, prowincjonalnym miastem we wschodniej Wielkopolsce (chociaż administracyjnie należy do województwa kujawsko - pomorskiego). Ma ono długą i bogatą historię, sięgającą IX wieku - a więc samych "początków Państwa Polskiego" - w znacznej mierze związaną z istniejącym tam od XI do XIX wieku klasztorem benedyktyńskim. W mieście tym bywałem dosyć często w swych "młodych latach" - odkąd proboszczem tam został zaprzyjaźniony ksiądz, niegdyś mój duszpasterz - i mam do niego po dziś dzień ogromny sentyment. A że proboszczem został właśnie w owym dawnym klasztorze, przeglądającym się malowniczo w wodach jeziora, miałem tą wielką przyjemność bardzo bliskiego obcowania z historią tego miejsca i jego dziedzictwem. 


Gdy bywałem tam tak często, legendy i bajędy nie zajmowały mego umysłu i ducha w rak znacznym stopniu, jak to jest obecnie. Owszem, lubiłem ich posłuchać czy poczytać, lecz bardziej jako dodatek do zabytków i historii - swoistą "przyprawę" dodającą miejscom i czasom więcej "smaku", tworzącą "klimat" dla danego obiektu i jego dziejów. Potem ów ksiądz odszedł z Mogilna i już nie miałem zbytnio okazji tam bywać, niestety. Gdy kilka lat temu ponownie tam trafiłem, moja fascynacja dawnymi opowieściami już znacznie wzrosła i... zacząłem się rozglądać za miejscowymi legendami. Bajarz to bowiem... bardzo ciekawskie stworzonko. ;)
 
Wydawać by się mogło, że w miejscu tak ciekawym, z tak bogatą historią, powinno być ich przecie sporo, a co najmniej kilka. Ale... okazało się to nie takie łatwe! Byłem niezwykle zawiedziony, że nie ma żadnej książki, choćby najskromniejszej, z miejscowymi legendami. Ba! Trudno nawet o jakieś skromne wzmianki! A pytałem nawet koleżankę z młodości, dziennikarkę pochodzącą z Mogilna! No bo - zdawało mi się - "kto, jak nie ona?" Niestety, nie potrafiła mi pomóc.
 
---------- 
 
Owszem, coś tam już kiedyś słyszałem: o zawalonym tunelu mającym biec od dawnego klasztoru benedyktynów gdzieś na drugi brzeg jeziora, pod jego wodami. Opowieść w gruncie rzeczy bardzo typowa - powielana dosłownie "kopiuj - wklej" dla wielu starych zamków i świątyń. W zasadzie... oparta na faktach, bowiem wiele warowni miało różne tajne wyjścia, przez które w razie napaści i oblężenia mógł się wydostać posłaniec, unikając wykrycie przez wroga, i pognać po pomoc. Kościoły i klasztory także były często warowne, a w każdym razie zdatne do bronienia się w nich, bo wszak czasy te były rzadko spokojne. Czy klasztor w Mogilnie mógł być taką twierdzą? Przyznam, że nie znam jego historii aż tak dobrze. Na pewno jednak można się było bronić w klasztornym kościele, który - nim przybrał dzisiejszy, barokowy kształt - był solidną, romańską świątynią z twardego kamienia. Wieloletnie badania archeologiczne w każdym razie nie potwierdzają tej legendy. Ale... któż zabroni w nią wierzyć romantycznemu duchowi bajarza?
 

wtorek, 3 marca 2026

O zbiórce książek na teatrzyk i o tym, co z tego mamy

 Jeśli ktoś myślał, że to blog tylko z baśniami czy o baśniach, to... ZONK! ;) To blog niejako "holistyczny" - o moich pasjach i tym, jak je realizuję. W tym także o naszym bajarskim teatrzyku, projektach , pozyskiwaniu funduszy i tym, jak są one wydatkowane, jak te projekty realizuję.

Pisałem już o występie, który ostatnio zrealizowałem w ramach projektu. Chciałem się nim zrewanżować za pozyskane książki. Tymczasem... nie udało mi się tego długu społecznego spłacić! Jak to? Ano usłyszałem w bibliotece: "my też będziemy mieli dla pana trochę książek." Biblioteki czasem otrzymują dary, z którymi... nie zawsze jest co zrobić, a też nie należy odrzucać, z wielu powodów. "Trochę to trochę" - pomyślałem i wziąłem ze sobą sporą torbę z IKEA, myśląc, że wypełnię ją może w 30%, no góra w połowie. Tymczasem, gdy pani otworzyła mi drzwi magazynku i wskazała: "To książki dla pana", zdołałem tylko jęknąć: "ooo raaanyyy boooskiiieee!"


No i w ten właśnie sposób mój dług względem miasta pozostał co najmniej (!!!) bez zmian. ;) Ale "spoko - koko", po prostu jest doskonały powód, by dać od siebie jeszcze więcej! ;) A dawać od siebie to jest generalnie to, co bardzo lubię. Część z tych książek już się wyceniła i poszła do antykwariatów - będą więc pieniążki na kolejne inwestycje. :) Co więcej, gdy opisałem występ z informacją, że zbieram książki na cele teatrzykowe... zgłosiła się do mnie pani, mająca sporo książek do wydania! 

Trudno mi wyrazić, jak bardzo się cieszę i jak jestem wdzięczny! Tym bardziej, że chcę także "doinwestować" moją kochaną Ilustratorkę. :) Przygotowujemy właśnie kolejne przedstawienie, kolejną opowieść... a może nawet dwie? Bo widocznie nie tylko ja jestem "na petardzie" po ostatnim tak udanym występie i pochwałach, z jakimi się spotkałem. ;) Być może więc prócz planowanego ....................... (cyt! tajemnica!) pojawi się w naszym repertuarze kolejna autorska baśń gnieźnieńska, "Córy Jelenia".

O teatrze ilustracji - kamishibai

Zajmuję się głównie teatrem ilustracji. Ta forma sztuki bajarskiej wywodzi się aż z dalekiej Japonii i po japońsku nazywa się "kamishib...