Trzymam w rękach kolejną wspaniałą książkę bydgoskiego wydawnictwa Quixi Media. Tym razem nie otrzymaną od nich, ale to oni mnie skierowali, pisząc w mejlu, że wydali książkę "personalizowaną" dla Urzędu Gminy Gniezno. No więc "uśmiechłem" się właśnie tam i dostałem ją! Jestem bardzo szczęśliwy i mega wdzięczny!
Bezpośrednio od wydawcy otrzymałem wcześniej "Legendy Wielkopolskie" i myślałem, że ta gnieźnieńska "mutacja" będzie się różniła minimalnie, tylko dodaniem ze dwóch naszych regionalnych legend. Ale miałem chrapkę ogromną i na to. Tymczasem...
...i miałem rację, i myliłem się ogromnie zarazem. Bowiem owszem, nasze gnieźnieńskie legendy są "zaledwie" dwie, ale już patrząc w spis treści widać, jak bardzo różnią się obie te edycje!
To duże i bardzo przyjemne dla mnie zaskoczenie, bo ogromnie lubię poznawać nowe miejsca, także od strony legend z nimi związanych. A przecież nasza wielkopolska ziemia jest w nie przebogata! Mamy ich w sumie... pewnie "niezliczoną ilość". Właściwie samymi tylko gnieźnieńskimi mógłbym chyba taką książkę, jak ta / te wypełnić, gdyż na chwilę obecną szacuję swą wiedzę i zasoby legend Gniezna i okolic mniej więcej na 20 - 25 opowieści. :)
Bogactwo i różnorodność naszego regionu są więc takie, że w sumie... marnotrawstwem kulturowym by było, gdyby lokalne wydanie było tak niewielką "mutacją", jakiej się spodziewałem. ;) Widać, że wydawnictwo nie wykonuje swej pracy byle jak, na zasadzie "mało robić a zarobić", tylko naprawdę się przykłada, by każda wydana książka była i piękna, i bogata, i niepowtarzalna. Jeszcze tego nie wiem na pewno, ale myślę, że różnice, które widzę w tych dwóch wydaniach "Legend Wielkopolskich" są standardem tego wydawcy, nie wyjątkiem. I bardzo chcę się postarać to sprawdzić osobiście i... podzwonić, i popisać do urzędów i instytucji, które u nich wydały podobne "spersonalizowane" książki, i "pouśmiechać się" do nich także. ;)
Niechaj ścieżka, którą do mnie legendy i baśnie przychodzą, nigdy chwastami nie zarasta!
Jak już wspomniałem legendy gnieźnieńskie w tym zbiorze są dwie. Pierwsza z nich opowiada o Zbóju Macieju z Modliszewa.
Jest też "legendą z okładki" - tą, ilustracją do której Wydawca i Mecenas postanowili ozdobić cały ten zbiorek. W ten sposób robi się z niej niejako "główna" legenda tego wydania. I słusznie, bo... tylko ona dotyczy obszaru Gminy Gniezno! Druga bowiem związana jest już z samym miastem.
Bardzo się cieszę z takiego wyboru legend, bowiem mam do Zbója Macieja spory sentyment, chociaż był to... po prostu zbój! ;) Niewiele o nim wiadomo, prócz tego, że był zbójem, który siał postrach na okolicznych traktach w czasach króla Władysława Łokietka; był - jak się zdaje - samotnikiem, nie hersztem jakiejś bandy, ufnym w swą siłę i postrach, jaki siał... Znane są także okoliczności jego pojmania i postawienia przed sądem w Gnieźnie, do którego przyczyniło się... upojenie alkoholowe, co mocno w tej opowieści zostało pokreślone i obśmiane. Ten fakt na pewno też zaważył na wyborze tej akurat legendy, gdyż hasłem przewodnim całej tej pięknej serii jest:
WYBIERZ MARZENIA,
NIE UZALEŻNIENIA!
- więc staraniem wydawcy jest, by tak dobierać legendy, by niosły też pozytywne wartości, skłaniały do zastanowienia także nad własnym życiem i jaki w nim obrać kierunek. Niekiedy tak właśnie z przymrużeniem oka. Bo przecież wcale nie chodzi o to, by... zbójować, jak już, to na trzeźwo. ;) Zbój ten obrósł legendą, chociaż - jako żywo - "Janosikiem" to on nie był! I Modliszewo się nim poniekąd... chlubi.
Druga legenda jest bardzo oczywista - o Lechu, Czechu i Rusie, o Orle Białym, jego gnieździe na królewskim dębie i o założeniu Gniezna. :) Chociaż to przede wszystkim samo Gniezno powinno się nią promować, bo to w sumie legenda miasta, nie gminy - ale to bardzo budujące, że gmina się czuje z miastem, z grodem gnieźnieńskim i z "korzeniami Polski" tak bardzo związana.
Jej najbardziej mi brakowało w "głównym wydaniu" wielkopolskich legend w tej serii. Było dla mnie dosyć szokujące, że "Legendy Wielkopolskie" były zupełnie z pominięciem Gniezna! Być może prace nad oboma wydaniami prowadzono równolegle lub w podobnym czasie? A może... Gniezno za mało się stara, czy też nie do końca potrafi się promować swymi legendami? Czas to zmienić! Bo ta legenda jest w sumie jedyną naprawdę szeroko znaną! Ogólnie takich bardziej znanych mamy 2 - 3. A ja znalazłem już ze 20! Jest więc co pokazywać, czym się promować!
Patrzę na tą książkę - i te książki w ogóle - z ogromnym zachwytem, bo są to wspaniale opowiedziane legendy, przechodzące trochę w gawędy o poszczególnych miejscach. Mają czarować samą opowieścią, skłaniać do odrobiny zadumy nad nią i nad życiem, a także zapraszać w te konkretne miejsca, o których dana legenda opowiada, w których jest ona zakorzeniona - w te miejsca tak oczywiste, jak Gniezno, i tak nieoczywiste, jak Modliszewo. Bo też i ta gnieźnieńska "mutacja", i inne książki z tej serii, prowadzą czytelnika także poza "utarte szlaki" - geograficznie, historycznie i kulturowo.
Dokładnie tak wygląda NOWOCZESNA PROMOCJA!
I w niej - trzeba to jasno i uczciwie przyznać - Gmina Gniezno zdystansowała Miasto Gniezno, które nie ma jak dotąd - wstyd się przyznać - żadnego porządnego wydania własnych legend. A mógłby być osobny zbiór, lub takie piękne wydanie niejako "na tle" całej Wielkopolski! No właśnie: "na tle" - i jeśli tak spojrzymy, to ma to głęboki sens, dlaczego te gnźnieńskie legendy są "zaledwie" dwie. I jedno, i drugie rozwiązanie naprawdę ma sens i może przynieść wiele korzyści, być znakomitą promocją!
Cieszy mnie, że przynajmniej Gmina Gniezno dostrzegła w legendach coś więcej, niż jakąś tam opowiastkę, ale... ich potencjał, jako narzędzia promocji regionu! Właściwie tytuł tego wpisu powinien brzmieć:
"O legendach Gminy Gniezno w książce ukazanych,
Ich roli w edukacji i wychowania młodych pokoleń,
tudzież o ich potencjale i sensie
wykorzystywania tychże w dziele promocji regionalnej,
I o tym również, jak to jest, że jedni umieją to
wspaniale wykorzystać do swych celów
i gości w swe progi opowieściami cudnymi zapraszać,
inni zaś wcale"
- ale taka "kwiecistość" zyskałaby może uznanie w średniowieczu czy renesansie, a nasze czasy jej nie trawią. ;)
A że książkę czytam sobie aktualnie "do poduszki", to i zdjęcia... łóżkowo - poduszkowe! ;)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz