piątek, 8 maja 2026

O teatrze ilustracji - kamishibai

Zajmuję się głównie teatrem ilustracji. Ta forma sztuki bajarskiej wywodzi się aż z dalekiej Japonii i po japońsku nazywa się "kamishibai", na którą to egzotyczną nazwę składają się tak naprawdę dwa słowa: "kami", które oznacza papier i "shibai", które ma szerokie znaczenie: teatr, przedstawienie, dramat, sztuka. Najlepszym tłumaczeniem zdaje się być "papierowy teatr", lecz używany przeze mnie termin "teatr ilustracji" jest chyba bardziej zrozumiały i lepiej oddaje w naszym społeczeństwie istotę tej sztuki, którą jest opowiadanie baśni czy legend do obrazków, które prezentowane są w niewielkich rozmiarów drewnianej skrzynce (ta skrzynka fachowo nazywa się "butai").

Chociaż u nas w Polsce "kamishibai" nie ma długiej historii, obecne jest może od kilkunastu zaledwie lat, to jednak jesteśmy kontynuatorami bardzo starej tradycji artystycznej, sięgającej co najmniej XII w. Buddyjscy mnisi praktykowali wówczas “etoki” - co znaczy "obrazowe opowiadanie historii" - czyli nauczanie zasad buddyzmu za pomocą ilustracji umieszczonych na przesuwanych rolkach papieru. Za prekursora tej metody uważany jest Kakuyū (1053 - 1140), najwyższy kapłan odłamu “tendai”, zwany także, ze względu na swą rangę i autorytet duchowy Toba Sōjō - biskupem Toba. Tak naprawdę jednak być może tradycje te są jeszcze starsze, a on był ich kontynuatorem, uczniem wcześniejszych mistrzów, a pierwszym nam znanym? Mogą one sięgać, zdaniem niektórych nawet  jeśli dobrze pamiętam - VIII wieku. Kakuyū był słynnym twórcą "Chōjū-jinbutsu-giga" ("Zwoje bawiących się zwierząt"), w których antropomorficzne zwierzęta - jak króliki, żaby czy małpy) naśladują ludzkie zachowania. Było to szczególną formą - można powiedzieć - "katechezy", która pomagała przekazać treści religijne także prostemu, niepiśmiennemu ludowi, wpajać je za pomocą obrazu.

Później sposób ten zaczęto wykorzystywać także do snucia “świeckich” opowieści. Wraz z czasem ewoluowała też znacznie jej forma, ulegając stopniowo mniej czy bardziej znaczącym przemianom - tak, że ciągłość tradycji i powiązania z formą pierwotną nie są absolutnie oczywiste i bywa to kwestią dyskusyjną. Pierwotna forma "etoki" odżyła w XVIII wieku, gdy na ulicach miast pojawili się opowiadacze ze zwojami papieru na drewnianych drążkach. 

"Kamishibai" takie, jakim jest obecnie, narodziło się w XX wieku. Podobno pierwsze takie przedstawienie stworzone zostało w 1923 roku. "Złoty okres kamishibai" to lata 30-ste. Były to czasy wielkiego kryzysu, podczas którego wielu Japończyków zostało bez środków do życia. Wówczas to na ulicach japońskich miast pojawiło się wielu opowiadaczy, zwanych “kamishibaiya”, przemierzających ulice pieszo lub na rowerach z teatrzykiem. który zyskał wówczas formę, w jakiej pozostaje do dziś: niezbyt dużej, drewnianej skrzynki zawierającej kilkanaście lub kilkadziesiąt pojedynczych obrazków ilustrujących opowiadaną historię. Zwykle byli oni także ulicznymi sprzedawcami słodyczy a opowiadane baśnie były formą przyciągania i zachęty do zakupu smakołyków, gdyż zapewniało to najlepsze miejsca na “widowni”. Zazwyczaj stawali oni, wzorem swych XVIII-wiecznych poprzedników - na rogach ulic, a więc w miejscach szczególnie uczęszczanych. Kamishibaiya byli bardzo mobilni, często zmieniając miejsca, przez co mawiano, że kamishibai jest “jak wiatr na rogu ulicy”. 
 
Szacuje się, że  w samym tylko Tokio w roku 1933 było aktywnych około 2500 opowiadaczy. Każdego dnia zaś występowali oni w sumie dla około... miliona widzów! Wśród nich - rzecz to jasna - najwięcej było dzieci, dla których była to ogromna atrakcja.

Kamishibai stało się fenomenem i to na ogromną skalę. Gdybyż było wykorzystywane tylko do opowiadania bajek! Niestety, fenomen ten dostrzegły dostrzegły także władze cesarskie i umiejętnie wykorzystały w celach propagandowych  podczas II wojny światowej, kiedy to sztuka ta stała się środkiem przekazu "wojennej retoryki"; potężnym medium, mobilizującym ludność zarówno miejską, jak i wiejską, docierającym do odbiorców tak w Japonii, jak i jej koloniach. Jednocześnie niezależni "kamishibaiya" potrafili - zapewne pod znacznym ryzykiem - głosić orędzie przeciwne, o bezsensie i tragedii wojny. Po jej zakończeniu zaś, równie doskonale, wykorzystywano kamishibai głosząc "orędzie pokoju", także jako remedium na wojenną traumę wielu Japończyków. 

Sztuka ta straciła na popularności w latach 50-tych, a niemal zanikła w latach 60-tych, tracąc odbiorców na rzecz telewizji. Ale pod jej wpływem to "domowe kino" zwano ponoć niekiedy "ruchowmym kamishibai". Jednocześnie  też coraz większą popularność inna sztuka, wywodząca się wprost z kamishibai - a była to... słynna japońska manga! Warto też zauważyć, że kamishibai miało znaczący wpływ na kulturę zachodu - z niego bowiem wywodzi się amerykański "komiks superbohaterski". Niekiedy pytam podczas spotkań i zajęć: "Czy wiecie, który superbohater pojawił się pierwszy na świecie?" Batman? Superman? Spiderman? Nie! Był to Ogon-bat, bohater licznych opowieści snutych przez "kamishibaiya" na ulicach i placach japońskich miast. Prawda, ze wyglądał on dość... strasznie, lecz był dobry i pomagał ludziom, często ratując ich z okropnych sytuacji, jak na superbohatera przystało. 


Trzeba też zauważyć, że tak samo jak manga i komiksy, kamishibai w latach 30-tych wzbudzało kontrowersje i obawy wśród wielu japońskich  nauczycieli i rodziców ze względu na swą formę i treści. Zarzucano mu prymitywizm, brutalność i brak wartości edukacyjnych. Czasy się więc zmieniają, sztuka się zmienia, lecz jednak... pewne rzeczy pozostają niezmienne i nic się na to nie poradzi. ;)
 
Wydawać by się mogło, że kamishibai "straciło rację bytu" i zostanie zupełnie wyparte przez "nowe media". Jednak sztuka ta zdołała przetrwać dzięki wielu pasjonatom i rozwinąć się na nowo. Przeżywa w Japonii swój renesans. Poza tym zaś "rozniosła się po świecie". Stało się to w latach 70-tych XX w. za sprawą Édith Montellec - szwajcarskiej bibliotekarki i propagatorki sztuki opowiadania. Do Polski sztuka ta trafiła stosunkowo późno, gdyż prawdopodobnie dopiero na początku XXI w. Kto jako pierwszy ją u nas zaczął praktykować i propagować? Wybaczcie, lecz... tego nie wiem! Bo wcale nie jest tak, że kamishibai nie ma dla mnie zupełnie żadnych tajemnic! Praktykując je, cały czas jednocześnie doskonalę się - nie tylko w samej sztuce, ale także w jej teorii i historii. :) Wiedza jest bowiem jednym z filarów warsztatu - by uczyć "kamishibajania" kolejne osoby.
 
Chociaż sztuka wywodzi się z dalekiej Japonii, to jednak opowiadacze nie ograniczają się do opowieści z Kraju Kwitnącej Wiśni. Teatr ilustracji doskonale nadaje się do opowiadania historii z całego świata. Do tej formy adaptowane są między innymi znane baśnie - np. Andersena lub Braci Grimm - oraz legendy. Teatr wykorzystywany jest z doskonałym skutkiem do szeroko rozumianych celów edukacyjnych, wychowawczych czy też terapeutycznych - nie jest to zresztą wcale nowość, gdyż podobne idee były już w latach 30-tych w Japonii, gdy ta popularna sztuka była jednocześnie tak obrazoburczą, bulwersującą, kontrowersyjną... Tak samo, jak na całym świecie, jest i w Polsce. "Korzennie" japońskich baśni spotyka się niewiele. Najwięcej pojawia się - jak do widzę - baśni europejskich, także niektóre piękne opowieści różnych narodów ziemi, wreszcie bardzo wiele legend i baśni naszych rodzimych, polskich. Ogromny nacisk kladzie się także na wartości edukacyjne i wychowawcze. Podkreślić być może trzeba, że współczesna sztuka nie ma już  żadnych powiązań z buddyzmem czy religią w ogóle, chociaż - oczywiście! - może być i do tego wykorzystywana i doskonale się nadaje i sam jestem tego wielkim zwolennikiem.

My, jako Grupa Bajarzy "WędrujeMY", wykorzystujemy teatr ilustracji głównie do prezentowania lokalnych baśni i legend. Jest to doskonałe narzędzie do przywracania i propagowania lokalnych tradycji, historii, świadomości kulturowej i miłości do “Małej Ojczyzny”. 

Okazuje się, że prosta forma statycznych obrazów i żywego słowa jest w XXI w. wciąż doskonałym środkiem przekazu, atrakcyjną alternatywą dla tzw. “nowoczesnych mediów”. Podczas gdy telewizja i internet przyczyniają się do wyobcowania i zaburzeń emocjonalnych i społecznych, teatr ilustracji, opierający się na żywym słowie i interakcjach z odbiorcą, może przyczyniać się do przywrócenia równowagi, do odnowienia relacji społecznych, do duchowego czy emocjonalnego uzdrowienia i rozwoju. Nieruchomy obraz pomaga widzowi skoncentrować się i wyciszyć. Wymaga od odbiorcy zatrzymania się i wsłuchania. 

Nasze występy to bardziej żywe spotkania. Nie ograniczamy się tylko do samej opowieści. Teatrzyk, jego forma i treść, pozwala na wyjątkową interakcję z widzami, którzy w różny sposób angażowani bywają w naszą opowieść. W naszym przypadku szczególnie dobra jest w tym Anastazja. :) Oczywiście z angażowania się dzieci wynikają często sytuacje zupełnie nieprzewidywalne - ale nasza sztuka to także umiejętność radzenia sobie i w takich sytuacjach. Czasem ważna jest także umiejętność... zduszenia w sobie śmiechu - np. gdy akurat w opowieści staramy się budować napięcie, a tu akurat... ;) Jednak humor i śmiech także jest ważną umiejętnością - i tego w kamishibai również nie brakuje, i w naszych opowieściach także. Cieszy nas to, że udaje nam się trafiać nie tylko do dzieci, bo... przecież bajędy wszelakie są nie tylko dla nich! Opowiadamy równie chętnie dzieciom, młodzieży i dorosłym - i każdy u nas potrafi się bawić, zadumać i zachwycać na swój własny sposób. :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O teatrze ilustracji - kamishibai

Zajmuję się głównie teatrem ilustracji. Ta forma sztuki bajarskiej wywodzi się aż z dalekiej Japonii i po japońsku nazywa się "kamishib...