Zajmuję się głównie teatrem ilustracji. Ta forma sztuki bajarskiej wywodzi się aż z dalekiej Japonii i po japońsku nazywa się "kamishibai", na którą to egzotyczną nazwę składają się tak naprawdę dwa słowa: "kami", które oznacza papier i "shibai", które ma szerokie znaczenie: teatr, przedstawienie, dramat, sztuka. Najlepszym tłumaczeniem zdaje się być "papierowy teatr", lecz używany przeze mnie termin "teatr ilustracji" jest chyba bardziej zrozumiały i lepiej oddaje w naszym społeczeństwie istotę tej sztuki, którą jest opowiadanie baśni czy legend do obrazków, które prezentowane są w niewielkich rozmiarów drewnianej skrzynce (ta skrzynka fachowo nazywa się "butai").
Chociaż u nas w Polsce "kamishibai" nie ma długiej historii, obecne jest może od kilkunastu zaledwie lat, to jednak jesteśmy kontynuatorami bardzo starej tradycji artystycznej, sięgającej co najmniej XII w. Buddyjscy mnisi praktykowali wówczas “etoki” - co znaczy "obrazowe opowiadanie historii" - czyli nauczanie zasad buddyzmu za pomocą ilustracji umieszczonych na przesuwanych rolkach papieru. Za prekursora tej metody uważany jest Kakuyū (1053 - 1140), najwyższy kapłan odłamu “tendai”, zwany także, ze względu na swą rangę i autorytet duchowy Toba Sōjō - biskupem Toba. Tak naprawdę jednak być może tradycje te są jeszcze starsze, a on był ich kontynuatorem, uczniem wcześniejszych mistrzów, a pierwszym nam znanym? Mogą one sięgać, zdaniem niektórych nawet jeśli dobrze pamiętam - VIII wieku. Kakuyū był słynnym twórcą "Chōjū-jinbutsu-giga" ("Zwoje bawiących się zwierząt"), w których antropomorficzne zwierzęta - jak króliki, żaby czy małpy) naśladują ludzkie zachowania. Było to szczególną formą - można powiedzieć - "katechezy", która pomagała przekazać treści religijne także prostemu, niepiśmiennemu ludowi, wpajać je za pomocą obrazu.
Później sposób ten zaczęto wykorzystywać także do snucia “świeckich” opowieści. Wraz z czasem ewoluowała też znacznie jej forma, ulegając stopniowo mniej czy bardziej znaczącym przemianom - tak, że ciągłość tradycji i powiązania z formą pierwotną nie są absolutnie oczywiste i bywa to kwestią dyskusyjną. Pierwotna forma "etoki" odżyła w XVIII wieku, gdy na ulicach miast pojawili się opowiadacze ze zwojami papieru na drewnianych drążkach.
Kamishibai stało się fenomenem i to na ogromną skalę. Gdybyż było wykorzystywane tylko do opowiadania bajek! Niestety, fenomen ten dostrzegły dostrzegły także władze cesarskie i umiejętnie wykorzystały w celach propagandowych podczas II wojny światowej, kiedy to sztuka ta stała się środkiem przekazu "wojennej retoryki"; potężnym medium, mobilizującym ludność zarówno miejską, jak i wiejską, docierającym do odbiorców tak w Japonii, jak i jej koloniach. Jednocześnie niezależni "kamishibaiya" potrafili - zapewne pod znacznym ryzykiem - głosić orędzie przeciwne, o bezsensie i tragedii wojny. Po jej zakończeniu zaś, równie doskonale, wykorzystywano kamishibai głosząc "orędzie pokoju", także jako remedium na wojenną traumę wielu Japończyków.
Sztuka ta straciła na popularności w latach 50-tych, a niemal zanikła w latach 60-tych, tracąc odbiorców na rzecz telewizji. Ale pod jej wpływem to "domowe kino" zwano ponoć niekiedy "ruchowmym kamishibai". Jednocześnie też coraz większą popularność inna sztuka, wywodząca się wprost z kamishibai - a była to... słynna japońska manga! Warto też zauważyć, że kamishibai miało znaczący wpływ na kulturę zachodu - z niego bowiem wywodzi się amerykański "komiks superbohaterski". Niekiedy pytam podczas spotkań i zajęć: "Czy wiecie, który superbohater pojawił się pierwszy na świecie?" Batman? Superman? Spiderman? Nie! Był to Ogon-bat, bohater licznych opowieści snutych przez "kamishibaiya" na ulicach i placach japońskich miast. Prawda, ze wyglądał on dość... strasznie, lecz był dobry i pomagał ludziom, często ratując ich z okropnych sytuacji, jak na superbohatera przystało.
My, jako Grupa Bajarzy "WędrujeMY", wykorzystujemy teatr ilustracji głównie do prezentowania lokalnych baśni i legend. Jest to doskonałe narzędzie do przywracania i propagowania lokalnych tradycji, historii, świadomości kulturowej i miłości do “Małej Ojczyzny”.
Okazuje się, że prosta forma statycznych obrazów i żywego słowa jest w XXI w. wciąż doskonałym środkiem przekazu, atrakcyjną alternatywą dla tzw. “nowoczesnych mediów”. Podczas gdy telewizja i internet przyczyniają się do wyobcowania i zaburzeń emocjonalnych i społecznych, teatr ilustracji, opierający się na żywym słowie i interakcjach z odbiorcą, może przyczyniać się do przywrócenia równowagi, do odnowienia relacji społecznych, do duchowego czy emocjonalnego uzdrowienia i rozwoju. Nieruchomy obraz pomaga widzowi skoncentrować się i wyciszyć. Wymaga od odbiorcy zatrzymania się i wsłuchania.
Nasze występy to bardziej żywe spotkania. Nie ograniczamy się tylko do samej opowieści. Teatrzyk, jego forma i treść, pozwala na wyjątkową interakcję z widzami, którzy w różny sposób angażowani bywają w naszą opowieść. W naszym przypadku szczególnie dobra jest w tym Anastazja. :) Oczywiście z angażowania się dzieci wynikają często sytuacje zupełnie nieprzewidywalne - ale nasza sztuka to także umiejętność radzenia sobie i w takich sytuacjach. Czasem ważna jest także umiejętność... zduszenia w sobie śmiechu - np. gdy akurat w opowieści staramy się budować napięcie, a tu akurat... ;) Jednak humor i śmiech także jest ważną umiejętnością - i tego w kamishibai również nie brakuje, i w naszych opowieściach także. Cieszy nas to, że udaje nam się trafiać nie tylko do dzieci, bo... przecież bajędy wszelakie są nie tylko dla nich! Opowiadamy równie chętnie dzieciom, młodzieży i dorosłym - i każdy u nas potrafi się bawić, zadumać i zachwycać na swój własny sposób. :)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz