Nauczyłem się otwarcie mówić: "Jestem osobą z niepełnosprawnością".
Nie, wcale nie chodzi o wzbudzanie współczucia czy litości. Osób niepełnosprawnych jest bardzo wiele - znacznie więcej, niż się na pozór wydaje. Pamiętajmy, że wielu niepełnosprawności nie widać - tak, jak w moim przypadku. Staram się jednak być aktywnym i coś robić, i w tym potrzebuję pomocy i wsparcia - także finansowego, ale przede wszystkim zapraszania na występy. Opowieści są dla mnie także terapią. Praktykuję przede wszystkim teatr ilustracji kamishibai, gdyż jest dla mnie formą łatwiejszą przy mojej niepełnosprawności - klasyczne bajanie "z głowy" jest znacznie, znacznie trudniejsze. Chciałbym jednak móc do tego wrócić i... czasem próbuję, gdy jestem w nieco lepszej formie.
Taką próbę podjąłem ostatnio podczas spotkania w średzkiej bibliotece publicznej, gdzie "żywym słowem" opowiedziałem... nie, nie baśń wcale, lecz historię prawdziwą, która obrosła legendą, o dramatycznej przygodzie króla Władysława Jagiełły. Ostatnio zaś urzekła mnie prosta, krótka opowiastka ludowa z Kujaw. No i... ćwiczę sobie opowiadanie. Oczywiście nie jest to teraz doskonałe - to ledwie pierwsza próba z tą opowieścią. Tak naprawdę... tak się zaczyna praca z każdą bajką. To nie jest jeszcze forma 100% sceniczna - a coś zgodnego z tematem tego bloga, próba opowiadania o mnie, mojej pasji i mojej pracy z opowieściami. To także obraz mego zmagania się z trudnościami i ograniczeniami, których doświadczam.
A próbowałem sobie w uroczym, chociaż zaniedbanym i zdziczałym parku przy pałacu w Słupi Wielkiej koło Środy Wielkopolskiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz