Uwielbiam czytać baśnie i legendy - zwłaszcza te najstarsze czy najgłębiej sięgające w naszą przeszłość. I uwielbiam się nimi inspirować czy przetwarzać je po swojemu. Niekiedy dorabiam do nich bardzo wiele. Zasadniczo jednak staram się, by w pewnych "ogólnych ramach" ta moja wersja pasowała z oryginałem. Tymczasem...
Od dłuższego czasu pochylam się nad legendą opisującą - zupełnie zmyślone, zaznaczam - zdarzenia z XI wieku z pewnego znanego grodu kujawskiego. Popuściłem mocno "wodze fantazji" i wszystko mi szło znakomicie, a tu nagle... BUM! ...odkryłem, że zupełnie się rozjechałem z oryginałem. No i w tym momencie... przestało mi iść. Czas mija, a ja się martwię i zastanawiam: no i jak to teraz pospinać? 😱
Rozmawiałem ostatnio z kolegą - bajarzem z Poznania, dość znanym i dużo bardziej doświadczonym. Radził, by... się nie przejmować i pisać po swojemu. Póki co jednak "wiszę" gdzieś między tradycją i tradycyjnym przekazem tej opowieści a własną bujną wyobraźnią. 😆
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz