piątek, 4 września 2026

Moje trzy pytania

Zawsze podkreślam, że chociaż ciekawi mnie cały świat i kultura ludów ziemi, i chętnie czytam baśnie i legendy z całego świata - ot, na przykład aktualnie zagłębiam się w mitologię dalekiej i egzotycznej Polinezji, w opowieści o wielkim pół-bogu Maui - to jednak najbliższe mi jest to, co słowiańskie i polskie. Wiadomo, ze my w Gnieźnie żyjemy w samym sercu Polski! I jesteśmy z tego bardzo dumni, że tu ono bije najmocniej, że tu są nasze korzenie, że właśnie tu przybył nasz Wielki Ojciec Narodu, książę Lech. To my mamy ten "mit założycielski", którego nikt nie śmie nam odebrać.

Bardzo ważne są dla mnie - także w sztuce bajarskiej - trzy podstawowe pytania:

SKĄD POCHODZIMY?

KIM JESTEŚMY?
DOKĄD ZMIERZAMY?

Skąd pochodzimy? Odpowiedź na nie wcale nie jest prosta. My - Słowianie - uchodzimy za lud dość tajemniczy, choćby dlatego, że trudno było jednoznacznie ustalić nasze pochodzenie. Zwykle wskazuje się gdzieś na rejony nad Dniestrem i Dnieprem (dzisiejsza Ukraina). Kronika Wielkopolska, spisana w drugiej połowie XIII wieku - podaje nam legendę o Lechu i Czechu (Rus pojawia się dopiero w późniejszych wersjach!), przybyłych z Panonii, leżącej na Bałkanach, ale... w tym akurat legendzie ufać nie należy, gdyż autor kroniki wyraźnie próbował przydać nam znaczenia, powiązując z terenami Cesarstwa Rzymskiego. Teorii o pochodzeniu Słowian jest kilka - ale raczej to właśnie nasi bracia Ukraińcy trwają "u źródeł" Słowiańszczyzny - może potrójnie: geograficznie, kulturowo i językowo.

Kim jesteśmy? To jest równie ciekawe pytanie i... tak samo tajemnica. Identyfikujemy się jako Polacy i Słowianie. Ale kim jesteśmy tak naprawdę? Niemałe poruszenie wywołała przed laty teoria, że Mieszko I mógł być... z pochodzenia Wikingiem. Tym bardziej, że także legendarny Ruryk, protoplasta rodu Rurykowiczów, którzy położyli podwaliny pod Ruś - dzisiejszą Ukrainę - był, jak się przyjmuje Waregiem, rodem z Jutlandii (dzisiejsza Dania), a więc Wikingiem. Ta teoria dość mocno "wywraca do góry nogami" nasze dzieje ojczyste, także "dzieje bajeczne". Czy to rzeczywiście Wikingowie stworzyli Polskę? W każdym razie na pewno żyli tutaj. Nie byli tylko "przejazdem" czy najazdem, bo nie byli tylko rabusiami - chociaż tak się najbardziej kojarzą, ale także po prostu żeglarzami, handlarzami i wojskiem zaciężnym. Wiemy, że Mieszko miał drużynę Waregów, a być może i żeglarzy - i stąd może koncepcja, że "otaczał się swoimi"? Ot, zagadka. 

Ale tak samo zagadką jest, jak jeden lud gdzieś znad Dniestru i Dniepru, rozrósł się tak bardzo, że stał się... najliczniejszym ludem Europy, liczącym obecnie około 300 milionów ludzi? No właśnie, tutaj dotykamy kwestii kim naprawdę jesteśmy? Bo jako Słowian liczy się zdaje się całą Rosję, która jest tak naprawdę zlepkiem narodów, gdzie prawdziwi Słowianie są bardzo nieliczni. Ale nie da się ukryć, że Słowianie dokonali podboju tych ziem i ludność podbita musiała sobie przyswoić słowiańską mowę, i po części także przyjęła tożsamość i kulturę. I tu mamy kolejną "rewolucję", o której czytałem właśnie niedawno, że... my, dzisiejsi Polacy także może nie jesteśmy Słowianami z rodu, z "korzenia"? Mamy pochodzenie zapewne bardzo mieszane, po części może tylko słowiańskie.

Przede wszystkim zakładając, że był naprawdę taki Lech, nie przybył on ze swym ludem na tereny bezludne, jak sugeruje owa przepiękna legenda o naszym pochodzeniu! Przeciwnie! Ziemie te były od dawna zamieszkane i to wcale nierzadko. Czy protoplasta nasz mógł dokonać podboju? Oczywiście! Nie byliśmy wcale my - Słowianie - tak łagodni, jak to pokazywano w romantycznej literaturze XIX wieku, np. Kraszewski. Przez wszystkie wieki byliśmy wojownikami. Mogła to być także kolonizacja - słowiańscy przybysze zyskiwali rosnące wpływy. Pisząc własną wersję legendy o Lechu zastanawiałem się, jak go na te ziemie wprowadzić - nie chciałem ani kłamać o pustkowiu branym w posiadanie, ani też uczynić go brutalnym zdobywcą. Wreszcie starałem się pogodzić różne możliwości - podkreślając, że ziemie te nie były opustoszałe, pokazuję wodza gotowego być może do podboju, lecz wolącego mądrze, nie mieczem, wprowadzić i ugruntować swoje panowanie. Gdzieś równoważę chyba historyczną prawdę (wojowników) z romantyczną legendą (dobrego i łagodnego władcy). Tym bardziej, że sam jestem raczej romantykiem i człowiekiem "gołębiego serca". ;)

Może być jednak tak, że... wcale nie wywodzimy się od Słowian, a tylko nasi przodkowie przyjęli kulturę i mowę słowiańską - z przyczyn, których nie docieczemy? Kim więc możemy być? Zapewne płynie w nas bardzo różna krew. Gdzie się podziali Goci, którzy długo żyli na naszych ziemiach? Zakładamy raczej niż wiemy na pewno, że odeszli tak, jak przyszli, że poszli gdzieś na południe. Może poszli, ale... czy wszyscy? Raczej nie. Wtopili się pewnie w tą ziemię, w lud wcześniej tu żyjący. A gdzież podziali się Celtowie, od których południe naszego kraju zwiemy Galicją? Czy odeszli? Etnografowie wskazują w naszej kulturze ludowej i wierzeniach między innymi wpływy czy związki celtyckie. Ciekawe jest to kim jesteśmy i skąd pochodzimy, jakie są nasze korzenie. Ale tego nie sposób dociec. W każdym razie badacze - a przynajmniej część z nich - skłaniają się do tego, że Słowianie nie są związkiem etnicznym, lecz kulturowym. 

Może też ważniejsze jest inne, czy inaczej postawione, pytanie: kim się czujemy? I dlaczego? Ja (bo wolno mi mówić tylko za siebie!) bardzo się czuję Słowianinem - niezależnie od tego kim byli moi przodkowie i jaką mową się posługiwali. Czuję się głęboko związany z naszą ziemią, z naszą mową, z naszą kulturą, z naszą przeszłością. Jestem Polakiem - kochającym swą Ojczyznę i naród. Czuję też silną więź z innymi Słowianami; szczególniej może z Rusinami - Ukraińcami, bo tam są pewnie nasze słowiańskie "korzenie"; bo tam zachowało się może więcej oryginalnej słowiańskości. Nie przesiąkł tam tak "zachód". Chociaż z kolei wielki był tam wpływ Bizancjum, ale może z większym wyczuciem i poszanowaniem dla tego, co słowiańskie. Wiele klasycznie słowiańskich bajęd zachowało się właśnie tam, i śladów dawnych wierzeń, podczas gdy u nas chrześcijaństwo rzymskie i kultura zachodu "rozjechały walcem" naszą dawną wiarę, słowiańskość, tożsamość, kulturę.

Dokąd zmierzamy? To, kim się staniemy po części tylko zależy od nas samych. Świat ulega przemianom, globalizacji - coraz bardziej zatracamy swoją tożsamość, nad czym boleję. Starczy spojrzeć na to, jak bardzo stajemy się podobni na całym świecie - nosimy to samo, słuchamy tej samej muzyki, bawimy się w podobny sposób, jemy... różnorodnie, ale pewne potrawy są takie same na całym świecie i wszędzie możemy jeść wg. "kuchni międzynarodowej" (dziś u mnie było danie meksykańskie!)... Obawiam się, że nie unikniemy globalizacji, że w którymś momencie państwa i narody przestaną mieć znaczenie, albo i istnieć. To może być szokujące, co napiszę, ale...
Polski kiedyś nie było i kiedyś jej nie będzie!
Polaków kiedyś nie było i kiedyś nie będzie!
Takie są po prostu koleje rzeczy, historii - i warto mieć tego świadomość. Dlatego na przykład skrajną głupotą jest nacjonalizm: "Tu jest Polska!" - czasem brzmiące niemal jak "Obcym wstęp wzbroniony!" Możemy się czuć Polakami, nawet dumnymi Polkami, ale... nie zamykać się w tym, i na pewno nie wywyższać nad innych. Bo nikt z nas nie wie, czy właśnie z tych "innych" się naprawdę nie wywodzi. Niejeden z tych, którzy pogardzają Żydami, sam ma żydowskie korzenie! Teraz wielu pluje na Ukraińców - a niejeden przy tym nosi... Ukraińskie nazwisko! W pogardzie mamy nieraz Niemców - a przecież w bardzo wielu z nas płynie germańska krew! 

Te pytania, które zacząłem sobie stawiać - zaczynając od siebie, uświadamiając sobie kim ja właściwie jestem - nauczyły mnie także ogromnej pokory. Jestem Polakiem - czuję się nim. Jestem Słowianinem - czuję się nim. Jestem przywiązany do naszych tradycji i legend, i baśni... Ów legendarny Lech jest dla mnie kimś bardzo ważnym - jest częścią moich korzeni, tożsamości - jest dla mnie tak bardzo ważny, że odrzucam myśl, by nie istniał! Może wbrew nauce, wiedzy. Niektórzy upatrują w tej legendzie nawet wpływów bliskowschodnich, perskich. Nie wadzi mi to. Dla mnie Lech jest częścią naszych dziejów już choćby przez legendę. Legendy są ważną częścią naszej historii, nawet jeśli nie są prawdziwe - może w nie wszystkich nawet jest owo przysłowiowe "ziarenko prawdy"! - bo kształtowały nas, naszą tożsamość; to kim jesteśmy. Dlatego też nasze stare podania i bajędy są dla mnie niezwykle ważną częścią bycia Polakiem i Słowianinem.

Nawet jeśli kiedyś się "rozpłyniemy" w tym świecie, ja chcę nieść tą słowiańskość, którą mam w sobie, jak daleko i szeroko się da. I te trzy moje pytania. I dawać jak najwięcej światu od siebie, od nas... Lubię odkrywać i nieść dalej to, co mamy pięknego, co przynieśli nam w spadku nasi przodkowie. Mamy światu tyle do przekazania, i tyle do opowiedzenia! I tu mi się przypomina, jak ostatnio mojej - bardzo słowiańskiej - bajędy z uwagą słuchała... Filipinka nie znająca języka polskiego! Trochę przykre, że na świecie szeroko znane są baśnie perskie czy chińskie, a jakoś tak nie słowiańskie, polskie... Z naszych "kręgów kulturowych" znane są raczej rosyjskie, które też są bardziej "fusion", jak cały ten kraj, "tygiel" narodów i tradycji. 

Nie sposób określić dokąd zmierzamy i kim będziemy, ale... nieśmy tam to najlepsze, co posiadamy! Piękne opowieści i... po prostu serce! :) Każdy z nas może robić tylko małe kroki ku przyszłości - nieść wszystko tylko kawałek dalej. Ja staram się nieść serce i bajędy. :) Nawet jeśli to, kim się czuję, kiedyś się zupełnie rozpłynie, to mam nadzieję, że to, co piękne i dobre przetrwa lub przerodzi się w coś nowego. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moje trzy pytania

Zawsze podkreślam, że chociaż ciekawi mnie cały świat i kultura ludów ziemi, i chętnie czytam baśnie i legendy z całego świata - ot, na przy...