poniedziałek, 29 czerwca 2026

Legenda o złotym tronie króla Bolesława

Lednica... Tak, wciąż jeszcze "żyję Lednicą" i lednicką kupalnocką! ;) ...to nie tylko relikty wspaniałego grodu na wyspie; grodu, w którym być może dorastał młody Bolko, pod czujną opieką księżnej Dobrawy / Dąbrówki, podczas gdy ojciec jego, książę Mieszko ciągle i ciągle objeżdżał swój kraj, jak to było w zwyczaju władców, zajmując się jego sprawami. To także ciekawe legendy. Jedna z tych legend opowiada o wielkim skarbie Lecha, jaki rzekomo ukryty został w Lednej Górze. Jednak główną legendą lednicką jest ta o złotym tronie Bolesława, naszego pierwszego króla. A było to tak...


Wielkie sprawy działy się w roku 1000 w grodzie gnieźnieńskim, stolicy młodego państwa polskiego. Do grobu świętego Wojciecha - biskupa praskiego, misjonarza i męczennika - przybyli znamienici pielgrzymi. Największym z nich był Otton III, przyjaciel Wojciecha. Cesarz prawdopodobnie raz tylko jeden wówczas opuścił swe państwo - "władca chrześcijańskiego świata" nie miał bowiem w zwyczaju podróżować poza granice, a przecież i spraw swego ogromnego cesarstwa miał aż nadto na głowie! Tylko dla Wojciecha i dla Bolesława uczynił wyjątek i honor - pierwszego czcząc, w drugim zaś dostrzegając sojusznika i partnera niemalże równego sobie. Drugi pielgrzym niewiele mu ustępował godnością - był to kardynał Robert, najbliższy współpracownik ojca świętego, papieża Sylwestra II. Był on jego "prawą ręką", towarzysząc mu na co dzień i podczas odprawiania świętych obrzędów, i w sprawowaniu rządów. Nadto zaś wśród pątników było wielu biskupów z obszaru cesarstwa i książąt. A każdy w otoczeniu dworzan i rycerstwa. Był to bez wątpienia najwspanialszy orszak, jaki - być może kiedykolwiek - widziano na polskich ziemiach.

Z dawnych kronik wiemy, że goście skierowali się wpierw ku Lednicy, ostatniemu miejscu spocznienia w pąci przed Gnieznem. Z Lednicy poprowadził ich książę Bolko ku swej stolicy. A gdy gród ujrzeli, zsiadł cesarz z konia, zzuł buty i boso - pomimo zimna, ruszył ku grobowi męczennika. Możemy się domyślać, że i Bolko, i Robert i zapewne wielu innych powtórzyli ów gest pokory za Ottonem. A w Gnieźnie? Wszyscy wiemy. Niewątpliwie kardynał Robert odczytał słowa ojca śwìętego, ogłaszające wyniesienie biskupa Wojciecha do chwały ołtarzy, jako świętego, i kult jego dozwalające i nakazujące. Nadto zaś dekret papieski o erekcji Metropolii Gnieźnieńskiej i ustanawiający Radzyma Gaudentego, przyrodniego brata i towarzysza wojciechowego, jej metropolitą, ze szczególnym tytułem: "Archiepiscopus Sancti Adalberti" - "Arcybiskup Świętego Wojciecha". 

Niewielki grodowy kościółek, w którym ledwie przed kilkoma miesiącami złożono sprowadzone - historycy twierdzą, że najprawdopodobniej z dalekiego Gdańska - ciało męczennika,  mógł pomieścić ledwie najznaczniejszych tylko pątników. A to, co w kościółku ogłaszano, sto głosów zaraz rozgłaszało dalej po całym grodzie i okolicy. Ale...

poniedziałek, 22 czerwca 2026

Jak to na Nocy Kupały było...

Za mną bardzo pracowita, baśniowa sobota. W samą Noc Świętojańską zawitałem "w progi" Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy - nie jako turysta, ale wykonawca, z naszym małym teatrzykiem, podczas "Nocy Kupały na Lednicy", najstarszej i najbardziej prestiżowej imprezy kupalnockowej w Polsce. Nie był to dla mnie pierwszy raz - uczestniczyłem już w tej imprezie wraz z gnieźnieńskim Centrum Aktywności Społecznej "Largo", i zrealizowanym tam przedstawieniem, lecz po raz pierwszy zagościliśmy tam jako Grupa Bajarzy "WędrujeMY" - co prawda grupa skurczona na ten raz do mnie samego, gdyż Anastazja, niestety, nie mogła przyjechać. 

Największym wyzwaniem była pogoda: upał i duchota, ogromna wilgotność powietrza - tak, że nawet fakt, że impreza odbywa się na samym brzegu jeziora Lednickiego, nic nie dawał, jezioro nie niosło żadnej ulgi. Już samo przygotowanie do występu było wyczerpujące. Moja scenka niby bardzo mała, ale stolik rozstawić, tło rozpiąć i... paprotek nasadzić wokół! Sztucznych paprotek, co prawda, ale pięknie i dość naturalnie wyglądających. Trochę przeklinałem w duchu moje "efekciarstwo", ocierając raz po raz pot z czoła, ale... efekt był!

Co prawda... chciałbym jeszcze więcej kwiatków i paproci, ale... ;) 

Warto się było pomęczyć, bo dekoracje od razu zwracały uwagę przechodzących osób, niektórzy od razu pytali: a co tu będzie, będzie sobie można tu zdjęcia robić? A... to i niegłupia myśl być może - rozwinąć działalność bajarską o usługi fotograficzne? Ha, ha, ha... Foto, video = "money, money" do naszego koszyka! ;) Namęczyłem się i napociłem z tym wszystkim, ale w końcu mogłem odetchnąć i z zadowoleniem się przyjrzeć. Jednak nie długo, bo wybiła 18.00 i zaczynała się Kupalnocka!

Źle się pracuje samemu, bo trzeba pracować za dwóch lub trzech - nie tylko bajać, ale i organizować sobie widownię, zapraszać. Ja trochę tak, jak przekupień, praktykuję zachwalanie swego "towaru", obchodząc okolicę z dzwoneczkiem i zapraszając na przedstawienie. Naprawdę więc Anastazja jest niezastąpiona i gdy jej nie ma, to brak to okrutny, bo część występów kobita kochana bierze na siebie. :) Bez niej, i bez jej talentów, by teatrzyku w ogóle nie było - bo to ona maluje, rysuje i wykleja - ale i z gotowym już przedstawieniem zawsze mnie lepiej jest z nią, niż bez niej. ;)

A samo bajanie? O czymże można bajać w ten szczególny wieczór, jak nie o... kwiecie paproci przecie? :) O samej opowieści już pisałem w poprzednim wpisie. I było naprawdę wielu chętnych, by tej baśni wysłuchać. A że nie była to ta najbardziej znana opowieść, a bajęda mazurska wg. Michała Kajki, było dla części osób dodatkowo zachęcające. A jak to bajanie szło, możecie się przekonać sami:


piątek, 19 czerwca 2026

Jutro premiera "Kwiatu paproci"!

Szukaj chłopie, szukaj dobrze a skarb cię ozłoci
Dzisiaj przecie o północku kwitnie kwiat paproci.
Przecie nocka świętojańska dzisiaj w gwiazdach idzie!
Znajdziesz chłopie kwiat paproci, zapomnisz o bidzie!

Takim pięknym czterowierszem rozpoczyna się baśń o kwiecie paproci, jaką opowiedział przeszło sto lat temu Michał Kajka. Był to słynny w swoim czasie i regionie mazurski poeta ludowy, orędownik polskości na Mazurach w czasach zaborów i plebiscytu w roku 1920, kiedy to ludność miała się opowiedzieć za przynależnością do Polski lub Niemiec. Był jednym z tych, którzy mocno przyczynili się i do podtrzymania polskiej, mazurskiej mowy i kultury i do tego, że ziemie te w końcu ozdobiła polska flaga i godło. Z jego osobą zetknąłem się wiele lat temu, czytając książkę Zbigniewa Nienackiego "Pan Samochodzik i Templariusze" - autor opowiedział tam wiele z historii swej przybranej "małej Ojczyzny", Warmii (mieszkał bowiem nad Jeziorakiem) i Mazur. 

Kajka był poetą. Przyznam, że ja... tak średnio lubię poezję - raczej niektóre tylko wiersze, jak właśnie ten króciutki. Mam do niego jednak sentyment i ogromny szacunek. Dlatego z zaskoczeniem (bo to wszak proza!), ale i z wielką radością, odkryłem w jednej z książek poświęconych bajędom z Mazur i... Kaszub (Ha! Ha! Ha! Nieco "egzotyczne" połączenie!) jego baśń o kwiecie paproci. I urzekła mnie ona tak bardzo, że postranowiłem: powinniśmy ją zrealizować w formie teatru ilustracji! I opowiadać nie tylko samą bajędę, ale może przy okazji także coś niecoś o jej autorze - znanym raczej tylko na Mazurach, a będącym postacią bardzo ciekawą i wielką. I tak się stało, chociaż zajęło nam to całkiem sporo czasu.

I nastał właśnie ten czas - najwłaściwszy dla tej opowieści. Ostatnie "pociągnięcia pędzla" zostały dokonane ledwie kilka dni temu przez Anastazję i... jesteśy gotowi do PREMIERY! No... prawie, bo jeszcze mam trochę pracy z samym tekstem, poprawki i próby. W każdym razie już jutro wystawiamy spektakl po raz pierwszy, i to nie byle gdzie, lecz podczas najbardziej prestiżowej imprezy kupalnockowej w Polsce, "Nocy Kupały na Lednicy"! To magiczny czas i magiczne miejsce, i cieszę się, że będę mógł być ponownie częścią tej magii. Niestety, będę sam, bo Anastazja musi iść do swej zwykłej pracy. Biedactwo moje! ;)

Czy czuję tremę? Oczywiście! I cieszę się z tego, bowiem wielki Charlie Chaplin stwierdził ponoć kiedyś, że trema pojawia się razem z talentem, więc... może naprawdę mam talent? ;) Myślę, że będzie dobrze, bo naprawdę... "czuję" ten tekst i jego klimat.

O powidzkich legendach

Powidz jest dużą wsią, leżącą na południowy wschód od Gniezna. Tak, wsią, chociaż wygląda na niewielkie miasteczko. W Polsce kojarzy się prz...