Powidz jest dużą wsią, leżącą na południowy wschód od Gniezna. Tak, wsią, chociaż wygląda na niewielkie miasteczko. W Polsce kojarzy się przede wszyskim ze znacznym i ważnym lotniskiem wojskowym. W Wielkopolsce zaś - chociaż i poza nią także - słynie z pięknego jeziora o bardzo czystej wodzie.Akwen i tereny wokół niego leżące objęte są ochroną jako Powidzki Park Krajobrazowy. Ale nawet ci, którzy od lat przyjeżdżają nad jezioro, by korzystać z wody i lasów, nie wiedzą zwykle, że Powidz ma też swoje legendy, i to dosyć interesujące.
Najbardziej znaną jest ta o bogu Powidzu i jego kapłance Diwie, którą znalazł i zachował dla nas i potomnych Stanisław Świrko, zawierając ją w swoim znakomitym zbiorze legend welkopolskich pt. "Orle gniazdo". To dość młoda legenda, która narodziła się nawcześniej gdzieś pod koniec XIX wieku. Rozwinęła się też później, gdyż Diwa, po swej śmierci w wodach jeziora staje się Powidzanką - nimfą, rusałką czy boginką? Tak do końca nie wiadomo, jaką przyieaa naturę. Zrodziła się ta Powidzanka zdecydowanie pod wpływem literatury - "Świtezianki" Mickiewicza i "Balladyny" Słowackiegio, w której pojawia się postać słynnej Goplany. Jakby... pozazdroszczono krainom nad Świtezią (Białoruś) i Gopłem leżącym ich "pań jeziora". Tak samo, jak w przypadku Świtezi czy Gopła miano, związane z konkretną "ondyną", przyjęto potem dla ogółu "panien wodnych" z danego jeziora - Świtezianki, Goplanki, u nas zaś Powidzanki. W ten sposób Diwa - Powidzanka zyskała niejako swój "dwór".
Legendę o kapłance Diwie mamy w swoim repertuarze lecz w jej klasycznej wersji, jak podana jest u Świrki, która kończy się tragicznie, śmiercią Diwy w toni jeziora. W gruncie rzeczy opowiada ona o wprowadzaniu chrześcijaństwa przez Mieszka I, o... demolowaniu "świata słowiańskiego". Pielęgnuje mit, (!) jakoby Mieszko wprowadzał chrześcijaństwo "ogniem i mieczem", na co nie ma żadnych dowodów historycznych czy archeologicznych. Jednk jest to ciekawa opowieść - zwłaszcza dla mnie, poasjonata historii i słowiańskości. :) Można przy okazji tego przedstawienia zrobić interesującą pogadankę i dyskusję historyczną. A także opowiedzieć o dawnych bogach i... jak tworzono bogów, których... nigdy nie czczono, a czego Powidz jest świetnym przykładem, bowiem nigdy takiego boga w panteonie słowiańskim, czy choćby regionalnym, nie było! Jest on typowo wytworem XIX wieku, stworzonym z potrzeby powiązania się jakoś z "pradziejami Polski", z "początkami Państwa Polskiego", z dziedzictwem słowiańskim, a zarazem wyjaśnienia pochodzenia nazwy miejscowości i jeziora. Chociaż... staram się nie robić przykrości Anastazji, naszej grupowej malarce, która akurat do Powidza ma szczególny sentyment. ;)
...w Powidzu nigdy nie było zamku, choćby najskromniejszej warownej kamienicy czy wieży obronnej. Ale przecież w bajędach i legendach wszystko jest możliwe! Nieraz natykam się na opowieści dość zabawne, w rodzaju: "Może i teraz nasza mieścina jest nieznaczna, ale kiedyś... Oooo! Kiedyś była, wierzcie lub nie, stolicą wspaniałego królestwa (bądź chociażby księstwa)!" Megalomania? Cóż, niewątpliwie, ale... niezwykle urocza, jak sądzę, i jeśli nawet się z tego podśmiechuję, to jednak z sympatią. :) A jeśli nie królestwa i nie księstwa, to... no choćby i pomniejszy możnowładca także może być zadowalający.
Tak jest w Powidzu, gdzie miał stać zamek "bardzo bogatego magnata" Ów możny pan miał piękną córkę Annę, która, ku rozpaczy i gniewowi możnego ojca, zakochała się w prostym rybaku. Oj! To nie mogło się dobrze skończyć! Chociaż dzisiaj wydaje nam się to nie do pomyślenia, kiedyś zwykle nie było wyboru, albo jeśli już, to w ograniczonym mniej lub bardziej zakresie. O malżeństwie często decydowaly układy i interesy, z kim warto było się skoligacić i dlaczego. Owszem, mogły być pewne nierówności - bo jeden ród bywał możniejszy, drugi troszkę mniej, a im możniejszy ród, i im wyżej w hierarchii, tym większym skandalem był mezalians, I to wcale nie aż tak "dawno, dawno temu" - o czym opowiada w swej powieści "Trędowata" Halina Mniszkówna. Zresztą... czy nie jest tak nawet dziś? Przyjrzyjmy się tylko temu, z kim wiążą się wpływowi i bogaci!
Ale wróćmy do legendy. Motyw bardzo powtarzalny... Być może bierze się to stąd, że prosty lud z westchnieniem tylko mógł popatrzeć na dwory, pałace i zamki, na bogatych panów i ich karety. Byli niby "na wyciągnięcie ręki", tuż obok w tym świecie, a nieosiągalni, jakby za barierą. Miło więc było choćby pobajać o tym, że ktoś "stamtąd" moze pokochać prostego chłopa czy chłopkę. Tak samo jak i o tym, że prosty chłop, dzięki swej prawości, mądtrości i sprytowi, może zostać wielkim panem, choćby królem czy carem! W sumie to dość naiwne, ale przecież... kochamy takie opowieści. Zwłaszcza, jeśli kończą się "happy endem": 'i żyli długo i szczęsliwie". Ta... przeciwnie, ale i tak jest bardzo romantyczna i jest dobrym materiałem do refleksji - nie tylko o miłości, ale o naturze człowieka; o tym co dobre i szlachetne i o tym, co złe i podłe; także o tym, że prawdziwa szlachetność nie wiąże się z szlachectwem w sensie feudalnym, z tytułami, herbami i majątkiem, ale zawarta jest w sercu człowieka.
Mam romantyczną duszę, a także i "nieco w głowie" - lubię się i wzruszać, i myśleć, i szukać też w starych baśniach "czegoś więcej", tematów do refleksji I dlatego opowieść ta stała się drugą ulubioną dla mnie spośród bajęd powidzkich, zaraz po czarciku Metlywku. No właśnie, Metlywka pokochałem szczególniej, mimo to, że w samej bajędzie nic mądrego nie ma! Tak bardzo, że stworzyłem własną wersję opowieści o nim - do której jednak dopowiadam i coś do przemyślenia po jej zakończeniu. Są dwie wersje tej bajędy. W jednej, której się trzymałem, to wesoły diabełek - nieudacznik, w drugiej zaś poważny diabeł, którego miejscowa ludność się lękała. Jeden z moich "braci w bajarstwie" stwierdził kiedyś, że w legendzie tej może się zawierać dalekie echo dawnych wierzeń słowiańskich, diabeł ten może być jakimiś dawnym bóstwem, czczonym lokalnie, a głaz, spod którego wyłazi na świat, pogańskim ołtarzem lub "miejscem mocy". Kto wie? Być może tak jest istotnie, że kapłani chrześcijańscy, by odciągać ludzi - czy wręcz odstraszać i zohydzać - dawne bóstwa słowiańskie przemianowali na diabły? Tego raczej nikt nigdy się nie dowie, nie zbada...
Mam do Powidza ogromny sentyment - może nie tyle samej miejscowości, co do jeziora i całego jego otoczenia. Przez wiele lat chętnie tam jeździłem... się kąpać, bo wypływa się tam daleko w jezioro i widać dno, 3 - 4 metry pod sobą, a może i głębiej! To wspaniałe miejsce na wypoczynek, chociaż... dramatycznie ubywa wody, w znacznej mierze - jak sądzę - z winy człowieka. :( Może i dlatego przestałem tam jeździć, że... serce mnie bolało? :( Ale sentyment do tego miejsca w tym sercu pozostał, żywy i wielki! I cieszę się, że mogłem poznać też nieco legend z nim związanych, i mam nadzieję na więcej. :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz