poniedziałek, 27 lipca 2026

Duchy, demony, fantastyka myśliwska

Natrafiłem ostatnio na interesującą książkę Edwarda Szałapaka pt. "Mity i przesądy myśliwskie". Można lubić myślistwo i myśliwych, można nie lubić - tak samo, jak można jeść mięso, a można być wegetarianinem. Osobiście nic przeciwko myśliwym nie mam, o ile trzymają się standardów etycznych. Nie mam nic przeciwko ich zwyczajom czy obrzędom. Myślistwo, łowiectwo towarzyszyło ludziom od zawsze, i zwyczaje łowieckie są głęboko zakorzenione w historii i kulturze - czy się to komu podoba, czy nie. Wiele legend i bajęd związanych z lasami jest w równym stopniu związanymi także z myślistwem. Stąd też moje zainteresowanie tą książką. Znalazłem w niej także bardzo interesujący fragment, jak chodzi o to, czym się zajmuję szczególnie - o bajędy, fantastykę. Chociaż jest to rozdział książki, to sam w sobie jest niezwykle interesującym artykułem. Przytaczam go poniżej w całości.

----------

Dawny myśliwy upatrywał siedliska tajemnych mocy nie tylko w zwierzętach, na które polował, ale także w różnych przedmiotach martwych lub ożywionych znajdujących się w łowisku. Nie ułatwiało mu to łowów. Ale to jeszcze nie wszystko. Musiał się liczyć z możliwością spotkania istot nadprzyrodzonych, z których tylko nieliczne były mu przychylne. Istoty te wyobrażano sobie czasem bezosobowo, jako coś tajemniczego, najczęściej jednak przydawano im jakąś postać, pospolitą lub niezwykłą. Nazywano je bożkami, boginkami, nimfami, rusałkami, demonami, niektóre zaś po prostu diabłami.

Myślenie przesądne skłania myśliwych do odmiennego niż obiegowe pojmowania terenu łowów. Uważają oni, że są miejsca szczęśliwe i inne - przynoszące niepowodzenia. Przeświadczenie takie powstaje zazwyczaj w ślad za umiejscowieniem w jakimś łowisku dobrych albo złych duchów. Północno-zachodni starosłowiańscy łowcy  czynili na przykład ofiary Radogastowi (zwanemu również Swarożycem, Radegestem) jako złemu duchowi po to, by nie szkodził łowom.

Pod wpływem śródziemnomorskiej kultury antycznej popularnymi stały się wśród polskich myśliwych postaci półbożków uosabiających całą przyrodę: greckiego Pana i rzymskiego Sylwana, choć ten ostatni był przez niektórych utożsamiany z Faunem. Przypisywano tym postaciom opiekę nad lasem i polami, ale nie były obce tym sympatycznym półbożkom także erotyczne przygody z nimfami. Uważano, że nieustannie polując przemierzają lasy, zwłaszcza górskie i swym nagłym pojawieniem się mogą przestraszyć najdzielniejszego nawet łowcę. Sylwana i Pana przedstawiano albo w koźlej postaci, albo w ludzkiej, lecz z kozimi kopytami i urożeniem; często pojawiali się grając na flecie.

Zarówno Pan, jak i Sylwan byli darzeni sympatią i uważani za sprzymierzeńców myśliwych. dlatego słowo 'Sylwan' było często wykorzystywane jako łączny symbol łowiectwa i leśnictwa. Od 1820 roku ukazywało się pod takim właśnie tytułem czasopismo dla myśliwych i leśników. Koła łowieckie często przyjmują to imię do swojej oficjalnej nazwy.

Rozróżniano wiele rodzajów boginek zwanych nimfami. Wierzono, że każda uosabiała jakiś twór przyrody i żyła w nim tak długo, póki nie ujarzmił go człowiek. Na przykład najady zamieszkiwały źródła, driady - lasy, hamadriady - drzewa. Te ostatnie budziły szczególne zainteresowanie myśliwych. Były to boginki na ogół dobrotliwe, ale groźne dla wrogów przyrody. Wierzono, że kto powalił drzewo, zabijał w nim duszę, jak gdyby - odbierał życie hamadriadzie. Boginki te wyobrażano sobie jako młode dziewczyny z nałożonym na włosy wieńcem z dębowych liści i siekierą w ręku. Siekiera nie miała oczywiście, symbolizować trudu drwala, lecz groźbę użycia jej w celu pomszczenia krzywd.

Istotą równorzędną antycznym nimfom była rusałka, słowiańska boginka wodna. W niektórych krainach uważano ją za nimfę leśną albo polną. I nas zwano ją Panną Wodną. Rusałka zamieszkiwała rzeki, jeziora lub inne wody. Dzięki dziewczęcej urodzie potrafiła przywabiać mężczyzn. Jej czar mógł myśliwego lub wędrowca doprowadzić do zguby. Tak też się stało z księciem, który - pragnąc pocałunku boginki - utonął w jeziorze. Legendę tą opisano w operze 'Rusałka', wystawionej we Lwowie w 1929 roku (chodzi o operę Antonina Dworaka pod tym tytułem - uwaga autora bloga).

Dość długo utrzymywała się wśród myśliwych zabobonna wiara w wielopostaciowego i różnoimiennego ducha zamieszkującego polskie łowiska, nazywanego dzisiaj Borutą. Wiara ta wywodzi się z legend i podań ludowych o złym i złośliwym strachu pojawiającym się w lasach, na mokradłach, w wiklinach. Duchowi temu przypisywano, poza straszeniem, moc wodzenia po bezdrożach, wciągania w trzęsawiska oraz inne wymyślne i złośliwe psoty.

Początkowo myśliwi wykształceni i 'dobrze urodzeni' odnosili się do tego zabobonu z dystansem lub pokrywali żartem. Z czasem jednak legenda Boruty rozpowszechniła się i w tym środowisku, gdy niektórzy XIX-wieczni literaci przekształcili podanie ludowe w legendę szlachecką. Przypisano Borucie postać zadziornego szlachcica w kontuszu i przy karabeli. Dodano mu nowe cechy: hulaszczy tryb życia, zawadiactwo, samowolę pańską. Ten kształt legendy, chociaż dzisiaj najpowszechniej znany, jest jednak odległy od pierwotnej wersji. Występował w niej duch nazywany przeróżnie, zazwyczaj odpowiednio do miejsca, w którym się ukrywał, psocił i straszył. Stąd nazwy: boruty, diabeł (czart) borowy, borowy, borowiec, borowik, błotnik, rokita, rokicki, wierzbicki, łoziński. Znane też są wersje legendy, w których Rokita (imię wzięte od krzewu wierzby) konkuruje z Borutą, pojawia się w postaci czarnego psa, ptaka albo zwierza czworonożnego, a więc najwyraźniej różnił się wyglądem od kontuszowego czarta. Natomiast Rokita mógł dodatkowo przyjmować postać chłopa.

Ubiegłowieczni Kurpiowie uznawali Borutę za władcę Puszczy. Władca ten zajmował się głównie strzeżeniem skarbów rzekomo w przepastnych bagnach [ukrytych?] oraz wodzeniem kurpiowskich myśliwców po manowcach. Psotom Boruty próbowano przeciwstawić się dwoma sposobami. Trzeba było rzucić w bagno srebrną monetę, albo strzelić w nie poświęconą kulą. 

Myśliwska bujna wyobraźnia zaludniała łowiska jeszcze wieloma innymi postaciami, choć nie tak popularnymi, jak opisane wyżej. Myśliwy, nasłuchawszy się już od kolebki niesamowitych opowiadań, gdy tylko na łowach spotkał się z potęgą żywiołów przyrody lub innymi przeszkodami, wówczas niezwłocznie przywoływał z pamięci odpowiednie duchy i demony.

"Nie były od nich wolne ani mroczne wnętrze puszcz, ani głębiny wód, ani niwy i łąki kwieciste, ani bezdenne, zdradliwe trzęsawiska. Demony, duchy, rusałki, wiły, brzeginie, południce, dziwożony dzieliły role między siebie i pomagały, szkodziły lub tylko towarzyszyły upatrzonemu człowiekowi. Nie miały one bezpośredniego związku z życiem myśliwskim, ale myśliwy mógł się w czasie swych licznych wędrówek spotkać z nimi przygodnie." (W. Ziembicki, "Na szlakach mitologii", "Łowiec Polski"  1946. nr 1)

Poza stworami już wymienionymi myśliwy mógł spotkać jeszcze w łowisku jędze, wilkołaki, zaczarowane zwięrzęta oraz niezwykłe przedmioty i zjawiska, o których jeszcze będzie mowa. 

Jest bardzo prawdopodobne, że myśliwi i leśnicy świadomie podniecali zabobonną wiarę ludu w złe demony i diabły leśne, pragnąc w ten sposób chronić knieje przed kłusownictwem i kradzieżami. Sugerowali przy tym, że tylko oni swoją sztuką myśliwską mogą sprostać napotkanym duchom. 

*   *   *

Przeróżne fantastyczne opowieści, snute przez utalentowanych w tym kierunku dawnych łowców, sprzyjały rozprzestrzenianiu się mitów i legend myśliwskich. Opowiadano o legendarnych postaciach, o dziwnych stworach albo niezwykłych wydarzeniach, nie licząc się z realiami i zwyczajną logiką. Nawet wtedy gdy snuto opowieść o jakiejś postaci historycznej, to z reguły wyposażano ją w niezwykłe moce i umiejscawiano w zmyślonych sytuacjach.

Myśliwi zawsze byli skorzy do opowiadania o swoich łowieckich przygodach, czyniąc to mniej lub bardziej szczegółowo, mniej lub bardziej wiernie. Jeżeli zaś napotkali chętnych do wysłuchania dłuższej relacji, to odpowiednio ją uzupełniali, upiększali i ubarwiali.

Trwająca przez wieki wiara, że powodzenie w łowach zależy w głównej mierze od złych [i] dobrych duchów, od czarów, uroków, itp., wywołała potrzebę uwzględniania tych mistycznych czynników w opowiadaniach. Do dziś w opowieściach myśliwskich spotyka się sporo fantastycznych wątków. Myśliwi uznający moc leczniczą łosich kopyt, albo zainteresowani w reklamowaniu pierścieni wytoczonych z tychże racic, chętnie rozgłaszali tezę, że trzeba koniecznie strzelić łosia wtedy, kiedy skrobie się tylnym badylem (odnóżem) za łyżką (uchem). Taka racica leczy podobno najskuteczniej.

Wybitni gawędziarze łowieccy, zwani z przekąsem łacinnikami, brali na warsztat nie tylko swoje przygody myśliwskie, ale także mało znane legendy oraz tajemnice życia myśliwskiego. Najczęściej ich zainteresowanie skupiało się na osiągnięciach sztuki myśliwskiej. Jeżeli się uwzględni ambiwalentne rozumienie terminu "sztuka myśliwska" (albo: umiejętności fachowe, albo: posługiwanie się magią), to staje się oczywiste, że takie opowieści myśliwskie mogły dokonać sporego zamieszania w umysłach. Przesądy myśliwskie znajdowały tu bogatą pożywkę.

W takiej właśnie atmosferze wychował się bohater nowelki Albina Kryńskiego.

"Nasz obwód - słyszałem nieraz - jeden z najlepszych w kraju podobał mi się bardzo. Las, jaki przedtem widywałem tylko w ścisłych rezerwatach lub w parkach narodowych. (...) A w lesie... Nasłuchałem się, jeszcze w dzieciństwie, opowiadań ojca. Wielki, tajemniczy, pełen wspaniałej zwierzyny, wśród której kozioł jakiś chodził jak zjawa, królewskie porostki nosił na łbie przez wiele lat aż zniknął gdzieś w tajemniczy sposób, nieosiągalny do ostatka dla żadnego myśliwego. Po koźle był jeleń z białym wieńcem, który świecił w nocy jak nafosforyzowany. Też go nikt nie dostał, bo nie brał udziału w rykowiskach. Ktoregoś roku poszła wieść, że pewien leśnik widział jak się w zimie zapadł w bagnie. Stało się to w nocy, a jeszcze rano korona wieńca świeciła w słońcu na środku oparzeliska. Przedtem jeszcze był wilk ludojad. I on po pewnym czasie przepadł bez wieści." (A. Kryński "A kniei zwróciła legendę...", "Łowiec Polski" 1966, nr 3)

Kazimierz Wodzicki, wspominając swoje życie łowieckie, usiłował sięgnąć do źródeł fantastyki łowieckiej i umiejscowił je w swawolnej wyobraźni myśliwskiej braci.

"Bywają w życiu widma i halucynacje, istne jakieś marzenia, przetwarzające świat rzeczywistości w fikcje, bujające w naszej wyobraźni. Mianowicie w życiu myśliwskim widzimy to, czego nie ma, słyszymy głosy urojone. Ile razy ucho wskazuje nam zbliżanie się zwierza nieistniejącego, lub oczy widzą rozmiary nadprzyrodzone, lub przeistaczanie się jednej zwierzyny w drugą. Muszę wyznać, iż dotąd wzrok i słuch mnie drażnią i w błąd wprowadzają, a swawolna wyobraźnia wyrządza mi krocie psot." (K. Wodzicki "Wspomnienia sprzed wieku", "Łowiec Polski" 1965, nr 1)

Życie myśliwskie dlatego jest atrakcyjne, bo bywa misternie przetykane przygodami rzeczywistymi i urojonymi, nieustannie balansuje między fikcją a realiami.

----------

Tyle Edward Szałapak. Prawda, że ciekawie? Nie jestem myśliwym - nie potrafiłbym strzelić i zabić zwierzaka. Nie jestem ani za myślistwem, ani przeciw - po prostu... człowiek zawsze polował, aby żyć i się wyżywić, i ubrać - i tak być może i dziś. Dodajmy do tego, że myśliwi regulują populację zwierząt, działają we współpracy z leśnikami - wielu leśników to także myśliwi - dbają o zwierzynę i las. Moje pokolenie poznawało las i zwierzęta, uczyło się miłości do przyrody, m.in. dzięki programowi "Zwierzyniec", jaki w tv prowadził Wojciech Sumiński (1915 - 2011) - zoolog i... myśliwy! Na pewno jestem jednak przeciwny zabijaniu dla samego zabijania, dla łowieckiej dumy i trofeów! Nie potrafiłbym zabić żadnego zwierzęcia, ale też nie demonizuję myślistwa. Czy nam się to podoba, czy też nie, myślistwo było, jest i... pewnie będzie. Niesie w sobie też interesujące dziedzictwo kulturowe, które z chęcią bliżej poznam.

Fakt faktem, że myśliwi wszystkich wieków mają swój wielki wkład w kształtowanie także naszej kultury, dawnych wierzeń i pięknych legend i bajęd "pachnących lasem". Także tych, które uczą szacunku do przyrody, do zwierząt. Rad bym więc poczytał także szersze opracowanie o tym wkładzie myśliwych w naszą kulturę, w... piękne bajania staropolskie, poczytał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moje trzy pytania

Zawsze podkreślam, że chociaż ciekawi mnie cały świat i kultura ludów ziemi, i chętnie czytam baśnie i legendy z całego świata - ot, na przy...