środa, 29 lipca 2026

Bajki... nie dla dzieci

Zawsze powtarzam, że -  wbrew temu, co się powszechnie myśli - baśnie nie są tylko dla dzieci. Wiele baśni może sprawić przyjemność zarówno najmłodszym, jak i tym starszym. Bywają i takie, które się dla dzieci nie bardzo a nawet wcale nie nadają, bowiem są zbyt mroczne, albo...

Przyznam, że byłem bardzo, bardzo zaskoczony, gdy natknąłem się na tą książkę na Amazonie. Zmieszany? Zgorszony? Nie! Raczej mocno... zaintrygowany w jaki sposób opowiedziano w bajędach czy gadkach ludowych o "tych sprawach". ;) I... chętny, by poczytać bądź posłuchać takich historii - na tyle, by pomyśleć o kupnie i przekonaniu się o tym. Nie sądzę, by w treści tych bajań było coś bardzo obscenicznego - "erotyczne" nie musi przecież wcale oznaczać "pornograficzne" - ale zapewne śmiałe, mniej bądź bardziej bezpruderyjne! Na pewno na tyle, by zaklasyfikować je na "18+". ;)

"Sfera erotyczna" jest częścią ludzkiej natury, ludzkiego życia, bo przecież... Zostaliśmy powołani do życia jedni mężczyznami, inne kobietami - i pociągamy się nawzajem, odczuwamy pożądanie, rozmnażamy się poprzez zbliżenie cielesne, erotyczne. Jesteśmy zdolni do fantazjowania - także erotycznego. Bajędy... Być może dawno, dawno temu, gdy opowiadano je sobie wieczorami przy ogniskach, puszczano "wodze fantazji" także i w tą stronę? Nawet być może - chociaż może być to teraz gorszące - przy dzieciach, bowiem z natury jesteśmy "seksualni" i "zachowania erotyczne" są naturalną częścią ludzkiego życia. Tak naturalną, że... pewnie się z tym nie kryto. Sądzę, że dawni rodzice nie czekali aż dzieci wyjdą z chaty (która miała zazwyczaj jedną izbę), by "popracować" nad dodaniem im rodzeństwa, że zachowania erotyczne były normalne. ;)

Obecnie niektórzy w różnych baśniach - tych, które opowiadamy dzieciom, a bardziej jeszcze w baśniach filmowych  - doszukują się śladów erotyzmu, ukrytego "obscenicznego przekazu", jakichś erotycznych odniesień czy symboliki. Niejeden raz czytałem "mądre wywody" o - na przykład - Jasiu i Małgosi, czy Czerwonym Kapturku, będące jedynie... ewidentnie przejawem własnych fantazji erotycznych tych "moralizatorów", próbujących "obnażyć" jakiś nieistniejący spisek, rzekome ukryte cele "seksualizacji dzieci", odwiedzenia ich od "świętej wiary" o wystawienia na "pastwę żądz". Jestem świadomy, że problem istnieje, zastrzeżenia do niejednej produkcji telewizyjnej uważam za w pełni zasadne! Jednak doszukiwanie się w tradycyjnych baśniach tego, czego w nich nie ma, jest... doprawdy żałosne! Chociaż...

...wątki erotyczne - wróćmy do tego - jak najbardziej  były kiedyś w bajędach! Nasza mentalność jednak została mocno "przefiltrowana" w ciągu wieków. Zwłaszcza przez chrześcijaństwo, które wprowadziło wręcz surowe, pruderyjne zasady. I to do tego stopnia, że cielesną przyjemność - nawet w małżeństwie - duchowni piętnowali jako grzeszną! Przykładem może być... "niepokalane poczęcie Najświętszej Marii Panny", które - jak wyjaśniali średniowieczni teolodzy - było takim, gdyż Joachim i Anna (mityczni rodzice NMP) nie czerpali jakoby żadnej przyjemności ze stosunku, podczas którego poczęta została Maria! Nasze baśnie także zostały dość dokładnie "przefiltrowane" - w czym celowali zwłaszcza słynni Bracia Grimm, gorliwi chrześcijańscy purytanie, których opowieści bywają nawet mocno mroczne ale jednocześnie bardzo mocno złagodzone, przemienione, bardzo "poprawne". Chociaż obecnie są też tendencje do ich dalszego "urabiania", bo i tak zdają się zbyt "kontrowersyjne". ;)

Wróćmy jednak do książki... Nie mogę jej zrecenzować, gdyż (jeszcze) jej nie czytałem. Jednak już po stylu okładki można sądzić, że na jej stronach zawarte są nie jakieś współczesne fantazje erotyczne, lecz w pełni tradycyjne, stare baśnie - takie, jakimi były dawno, dawno temu, nie poddane jeszcze "praniu". Kuszą mnie w niej nie (potencjalnie) seksualne treści, ale właśnie surowa pierwotność, której się spodziewam. Być może w Skandynawii zachowało się to "coś" - dzięki różnicom mentalnym, innemu podejściu do cielesności, do nagości. Nie spodziewam się w tych baśniach nic obscenicznego, ale tego, co leży w naszej naturze po prostu, co pobudza nasze zmysły, czym człowiek zawsze potrafił się bawić i czerpać z tego naturalną przyjemność. Liczę na prosty, naturalny, a jednocześnie... wysmakowany erotyzm, nie na tandetną podnietę.

Przyznam, że książka ta... właśnie wyrusza w podróż do mnie.
Przyznam też, że... już się nie mogę doczekać!
I... nie, nie zamierzam tego opowiadać dzieciom! ;) Mam jednak nadzieję się wiele z tej książki dowiedzieć, nauczyć. Mam nadzieję na piękne opowieści, i... inne spojrzenie na baśnie, na kulturę, na społeczeństwo, na przemiany jakim ulegliśmy, na zagadnienia moralności...

"Dawno, dawno temu, w XIX wieku, pewni mężczyźni zaczęli przemierzać trakty i drogi wiejskiej Norwegii, zbierając opowieści, legendy i baśnie, które opowiadała im miejscowa ludność. Wiele z tych opowieści zostało opublikowanych niemal natychmiast, jak na przykład 'Trzy koziołki Gruff' czy 'Na wschód od słońca, na zachód od księżyca'. Niektóre inne opowieści zostały jednak stłumione ze względu na ich proste (dosadne) podejście do seksualnej strony ludzkiego doświadczenia. Rękopisy grzęzły w archiwach uniwersytetu przez prawie sto lat, zanim ujrzały światło dzienne i zostały opublikowane w Norwegii.
Oto opowieści o czarownicach, trollach, olbrzymach, wróżbitach i księżniczkach; a także opowieści o grzesznikach, kościelnych, proboszczach, chrząszczach, pchłach i myszach. Pojawiają się nawet Adam i Ewa. Niektóre z nich są przezabawne, inne zdumiewające, z dziwną, żenującą opowieścią dorzuconą dla urozmaicenia. Wszystkie opowieści ukazują społeczeństwo, które je stworzyło - z pewnej perspektywy"

- taki opis tej książki właśnie przeczytałem. I nie tylko znajduję w nim potwierdzenie tego, czego się po niej spodziewałem (czym już się zdążyłem tu podzielić), ale tym bardziej "łakomym kąskiem" mnie się książka ta zdaje. Owi "pewni mężczyźni" to między innymi Peter Christian Asbjorsen i (biskup luterański!) Jorgen Moe, autorzy kultowego zbiorku baśni norweskich "Zamek Soria Moria", których nazwiska są "znakiem jakości" same w sobie. Inne nazwiska... cóż, nic mi nie mówią. ;)

 Jeśli się czegoś obawiam, to... trudności językowych, ale może jakoś to będzie? ;)  Mój zmarły przed pięcioma laty przyjaciel, Marek - współtwórca naszej Grupy Bajarzy "WędrujeMY" byłby niewątpliwie... szczęśliwy i dumny ze mnie, że postanowiłem się zmierzyć z baśniami norweskimi, które sam uwielbiał, i to jeszcze po angielsku, którego to języka był nauczycielem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moje trzy pytania

Zawsze podkreślam, że chociaż ciekawi mnie cały świat i kultura ludów ziemi, i chętnie czytam baśnie i legendy z całego świata - ot, na przy...