W tym roku, niestety, nie udało nam się wystąpić na Koronacji Królewskiej w Gnieźnie. Jakieś złośliwe chochliki najwyraźniej zadziałały, że... prawdopodobnie nasze zgłoszenie czy to w ogóle nie doszło, czy też zgubiło się organizatorom. Mówi się "trudno" i... nie poddaje się!
Mam zresztą inny pomysł, o którym chcę porozmawiać z tymi samymi osobami, z tą samą miejską instytucją - do zrealizowania, jak sądzę, jeszcze w te wakacje. Zajmujemy się kamishibai. Kamishibai zaczęło się na ulicach Japonii i... czemu by tak nie zrobić także w Polsce? Właściwie dlaczego u nas kamishibai "zamknęło się" jakoś w ścianach bibliotek, szkół, przedszkoli i ośrodków kultury? Jakiś czas temu do mobilności i "uliczności" tej sztuki próbowała nawrócić poznańska Zielona Grupa. Zainstalowali, jak pamiętam, kamishibai na rowerze - dokładnie tak samo jak robili to japońscy kamishibaiya - i zaczęli objeżdżać dzielnice Poznania, place zabaw i parki. Jak to dokładnie było, tego już - niestety - nie pamiętam.
Myśl o tym, by wyjść z bajędami na ulice Gniezna towarzyszy mi już w sumie od dawna... Rzecz w tym, że wymaga przełamania osobistych problemów i ograniczeń, z którymi się zmagam. Być może pech z Koronacją Królewską będzie... dobrym impulsem do zadziałania? Myślę, że na naszych ulicach zbyt mało jest sztuki ulicznej - a w Gnieźnie to już, niestety, permanentny brak. Chętnie byśmy wkroczyli w tą przestrzeń. Spróbowałem sobie to nawet zwizualizować z pomocą AI i...
Ale tak, naprawdę podoba mi się ten obrazek! Być może moglibyśmy się stać kolejną atrakcją turystyczną, stworzyć na moment miejsce, gdzie turyści by mogli usłyszeć o Gnieźnie i okolicach w inny sposób. Może byśmy zainteresowali też Gnieźnian - zamiast zapraszać ich gdzieś na występy teatrzyku, wychodzić z nim im naprzeciw. Nie robilibyśmy w sumie... nic nowego, a po prostu to, co bajarze robili od zawsze. Czasem z zazdrością patrzę na miasta, gdzie uliczni artyści ożywiają ulice i... dlaczego nie u nas?
Oczywiście ulica jest jakimś wyzwaniem. Normalna to przejeżdżające samochody, przechodzący ludzie, a deptak - spacerowicze. kafejki, restauracje, a w nich gwar rozmów i muzyka. Ale przecież... wyzwania są bardzo ciekawe! Chyba nie większym, ani nie mniejszym, niż imprezy masowe - w których już mamy doświadczenie - i gdzie też jest szum i gwar, i też trzeba dobrze popracować, by mieć jakieś efekty, i na różne sposoby przyciągnąć uwagę, zgromadzić sobie publiczność. Myślę o takim miejscu z jednej strony dość trudnym, bo "samo centrum centrum" ;) i wiele "ogródków" dookoła, ale też i przez to może najlepszym - bo wielu ludzi, wiele dzieci, wielu... potencjalnych widzów / słuchaczy. Przypadkowość widza... Hmmm, z przypadkowymi ludźmi to nigdy się nie wie, jak to będzie... ;) Ale potem... może niektórzy by zaczęli nawet przychodzić celowo, wiedząc gdzie i kiedy bajarz będzie? Może by się nam nawet udało "wrosnąć" w "krajobraz" naszego miasta?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz