czwartek, 20 sierpnia 2026

O chłopcu, myszy i pchle (18+)

Jeśli jest bajęda, która bawi mnie już trzecią dobę, to chyba jest to... cholernie dobra bajęda. W każdym razie bardzo rzadko się takie zdarzają. Opowieść ta została spisana w roku 1911 przez G. O. Aalanda w wiosce Lardal, w regionie Telemark, w południowej Norwegii. Zaczerpnąłem ją za zbiorku "Erotic folktales from Norway" (opr. Simon Roy Hughes).


  ----------

Pewnego razu była księżniczka, która była bardzo wybredna w wyborze zalotnika. Ale był i syn chłopa, który myślał sobie: "Złapię księżniczkę, ja to zrobię!" wyruszył więc, zabrawszy 300 talarów, bowiem odziedziczonych po matce. Gdy uszedł już kawałek drogi, spotkał człowieka niosącego worek na plecach. 
- Cóż to masz w swoim worku? - zagadnął chłopiec.
- Mam tam coś dziwnego - powiedział mężczyzna.
- Cóż to jest? - zapytał chłopiec.
- To mysz, która zrobi wszystko, cokolwiek zechcesz - odpowiedział mężczyzna.
- A co chcesz w zamian za to? - zapytał chłopiec.
- Sto - odpowiedział mężczyzna.
- Dam ci tyle - powiedział chłopiec i dokonał wymiany.
Kiedy chłopiec uszedł znów kawałek drogi, spotkał mężczyzną z workiem na plecach.
- Cóż masz w swoim worku? - zapytał chłopiec.
- Mam tam coś dziwnego - powiedział mężczyzna.
- Cóż to jest? - powiedział chłopiec.
- To pchła, która zrobi wszystko, cokolwiek zechcesz - powiedział mężczyzna.
- A co chcesz w zamian za to? - zapytał chłopiec.
-  Sto - odpowiedział mężczyzna.
- Dam ci tyle - powiedział chłopiec i dokonał wymiany.
Potem przyszedł do królewskiego gospodarstwa i poprosił o nocleg i pozwolono mu się zatrzymać w kwaterach domowych (pomieszczeniach dla służby). Wieczorem przyszła księżniczka i poleciała jednemu ze służących, by załatwił dla niej pewną sprawę. Chłopiec powiedział pchle, by zdjęła jego buty. Pchła skoczyła, by to zrobić, ale nie zdołała zdjąć butów.
- Ja ci pomogę - powiedziała mysz, chwytając za palec i but zszedł. Księżniczka wstała i roześmiała się na ten widok.
- Nie powinnaś się śmiać - powiedział chłopiec - bo to pomoże mi zdobyć cię za żonę.

Do królewskiego gospodarstwa [pewnego razu] przybył bardzo bogaty i przystojny książę, by przedstawić księżniczce swoją kandydaturę. Księżniczka miała tej nocy spać z księciem, ale kiedy się położyli, chłopiec polecił pchle wskoczyć do łóżka księżniczki i księcia o wślizgnąć się do księcia. Potem miała się [tam] tak źle zachowywać, że książę aż się zesra. Pchła to zrobiła.
Rano wezwano czternastu lekarzy, by zajęli się księciem w jego ciężkiej chorobie. 

Następnej nocy księżniczka miała ponownie położyć się z księciem, więc chłopiec polecił pchle wskoczyć do księcia i zachowywać się jeszcze gorzej, niż poprzednio. Pchła to zrobiła i rano książę był tak chory, że aż strach. I wezwano dwudziestu czterech lekarzy z wszystkich zakątków.
Trzeciej nocy również ksieżniczka miała położyć się z księciem. Tym razem jednak książę był ostrożniejszy. Uszył sobie skórzane spodnie i włożył sobie w tyłek korek. Kiedy się położyli, chłopiec kazał pchle wejść do księcia i zachowywać się jeszcze gorzej niż do tej pory. Pchła poszła, ale kiedy dotarła do księcia, nie mogła się dostać do skórzanych spodni. Musiała więc wrócić i powiedzieć, że nie da rady. 
- Pójdę z tobą - powiedziała mysz i poszły do łóżka.
Mysz wygryzła dziurę w spodniach, ale korek wciąż zawadzał na drodze.
- Jestem pewna, że dam radę - powiedziała mysz - ale musisz działać szybko kiedy korek wypadnie - dodała. I wtedy pobiegła i połaskotała księcia w nos tak, że kichnął a korek wyleciał, a pchła wskoczyła do środka. I pchła o mało nie zabiła księcia!
Rano księżniczka powiedziała, że nie może mieć księcia, że wolałaby chłopca - służącego. Tak więc książę został wyrzucony w błoto a chłopiec zdobył księżniczkę. I żyli długo i szczęśliwie.

-----------

A teraz ode mnie wysyp słów (nie)mały. ;)

To bardzo interesująca baśń. Chociaż nie jest może typowo erotyczna - pchła hasająca w tyłku raczej nie pozwala swymi figlami na "miłosne figle" księcia i księżniczki ;) - jest z pewnością nieprzyzwoita, zwłaszcza jak na tamte czasy. I nie nadaje się ona, rzecz to absolutnie jasna, do opowiadania dzieciom. Zachowuje jednak przy tym klasyczny styl baśni ludowej. 

Jest to typowa fantazja o niezwykłym awansie społecznym, dokonanym za pomocą sprytu - że nawet prosty chłopak ze wsi, pastuch czy służący. może zdobyć rękę choćby i królewny, byle tylko "miał olej w głowie". Takich baśni jest wprost niezliczona ilość w każdym kraju, także w Polsce. Ta wyróżnia się jednak znaczna swobodą obyczajową - nie stając się jednak pornografią! - a przy tym także niezwykłym humorem, który potrafię docenić, chociaż ma niewątpliwie plebejski, rubaszny charakter. Według relacji Hughesa, G. O. Aaland nie zapisywał chętnie tego rodzaju historii - czasy i poglądy były wówczas mocno surowe, purytańskie - ale jednak robił to w świadomości, że i one są elementem kultury ludowej, którą zarówno on sam, jak i wielu jemu podobnych, badało i pragnęło zachować, nawet jeśli tych opowieści publikować nie chcieli i nie mogli, jeśli chcieli je zachować, ale jednak wstydliwie ukryć głęboko, gdzie dostęp do nich mieli tylko nieliczni. 

Trzeba było aż stu lat i zupełnej rewolucji społeczno- kulturowej, mocnej liberalizacji obyczajów, by ta - i inne jej podobne - bajęda mogła wyjść na świat. No i przyznam, że... walczy we mnie diabeł z aniołem. Sam bowiem jestem wychowany w chrześcijaństwie, według tradycyjnych wartości, a tu... tak piękna i bezwstydna bajęda! No i anioł obrywa po głowie! ;) Doskonale przy tym rozumiem rozterki Aalanda - w świetle wiary chrześcijańskiej to "bezeceństwa", nawet i dzisiaj, a jednocześnie bezcenny skarb lufowego bajarstwa i humoru! I cóż tu począć? Skłaniam się ku myśli brytyjskiego tłumacza, Simona Hughsa, który napisał:

"Dorosły, po namyśle, powinien być w stanie uznać, że to, co nazywamy erotyką, jest integralną częścią tego, co to znaczy być człowiekiem. W rzeczywistości erotyka jest żywotnym aspektem człowieczeństwa, ponieważ większość (ale nie wszyscy!) z nas zawdzięcza swoje życie erotycznemu spotkaniu mężczyzny i kobiety. Nie powinno więc dziwić, że sztuka - w tym literatura - zawsze zajmowała się erotyką w mniej lub bardziej bezpośredni sposób.

Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że w naszym społeczeństwie wciąż "o pewnych sprawach mówić nie wypada", i że moje podejście może być uznane za zbyt liberalne, a zachwyt tą bajędą za wręcz niemoralny czy grzeszny. Sam go przeżywam - jak wspomniałem - nie bez wahań. Myślę, że jest ona warta nie tylko poznania i zachwytu, ale także... Przebacz Boże grzechu! ;) ,,,niesienia jej dalej, opowiadania! Jednak dojrzałemu i świadomemu słuchaczowi! Zawsze podkreślam, że baśnie nie są - i nigdy nie były! - tylko dla dzieci, i ta jest doskonałym tego przykładem.

Jak już wspomniałem, baśń ta jest bardzo typowym obrazem fantazji o nadzwyczajnym awansie społecznym. Myślę, że fantazja ta była w gruncie rzeczy równie podniecająca dla ludu, niż "sprawy damsko - męskie", a może nawet... bardziej. W społeczeństwie głęboko podzielonym na klasy - zarówno jak chodzi o pochodzenie jak i o majątek - taki awans był czysto bajeczny, niemożliwy. Owszem, zdarzały się mezalianse, "małżeństwa nierówne" - takie małżeństwo zawarł m.in. w roku 1417 król polski, Władysław Jagiełło, ze zwykła szlachcianką, Elżbietą Granowską, w dodatku swą "siostrą chrzestną", tj. córką swej matki chrzestnej, Elżbietą Granowską, co było wówczas ogromnym skandalem - ale jednak nie można było liczyć, by aż taka "przepaść" była do pokonania, by z chłopa można było się stać królem, czy choćby trafić do łóżka księżniczki. Chociaż i na dworach, i w królewskich nawet łożach... sporo się działo - tu złożone rączki i klęczenie przed ołtarzem, a potem... ;) Nawet niekoniecznie się z tym kryto, a i Kościół łaskawie "oko przymykał" - zwłaszcza, że małżeństwa "na tym szczeblu" rzadko wiązały się z miłością, a chodziło o umacnianie rodu, władzy, korzyści i sojusze. O czym zresztą chłopstwo raczej nie miało pojęcia, lub tylko bardzo małe i ogólne.

Nie interesowałem się nigdy zbytnio życiem seksualnym na dworach w dawnych czasach - wiem nieco ogólnie. Możnowładcy mieli swoje "nałożnice", ich małżonki kochanków - i bywało to tolerowane - ale miało z pewnością swoje granice. Prosty chłop... by zapewne "marnie skończył" za samą próbę zbliżenia się do panny tak "wysoko urodzonej"! A "zakazany owoc najlepiej smakuje" - mówi nasze stare porzekadło - a w tym wypadku, nawet podwójnie! 

Chociaż trzeba zauważyć, że chłopiec - chociaż ze wsi - to jednak nie był żaden "byle parobek", zdecydowanie nie był "z ubogiej chatki"! Miał bowiem przecie aż trzysta talarów odziedziczonych po matce, a to spory majątek! Muszę jednocześnie przyznać się do małej podmiany, bowiem w angielskim przekładzie Hughesa chłopiec zabiera z sobą w drogę 300... dolarów. Konia z wozem temu, kto wyjaśni zastosowanie w baśni waluty amerykańskiej, nawet jeśli wydawcą książki jest Amazon! Amerykanów i ich postrzegania świata za czorta do końca nie zrozumiesz! ;) Walutą Norwegii był w czasach, w których - jak się zdaje - powstała ta bajęda, talar, i tą nazwę zdecydowałem się zastosować, jako prawdopodobnie oryginalną. Był nią do 1873 roku, kiedy to zamieniono go na korony norweskie. Była to duża srebrna moneta, o wadze 28 - 29 gramów, o zawartości srebra 25 gramów. Za talara można byo kupić ok. 15 kg wołowiny, 3 gęsi, do 5 kg masła czy beczkę mąki jęczmiennej. 300 talarów było więc tak naprawdę poważnym majątkiem, zwłaszcza jak na chłopa. 

Bardzo ciekawe jest też sformułowanie, że na koniec swej wędrówki chłopiec zaszedł do królewskiego "gospodarstwa" - w przekładzie angielskim: "farmy". Dla nas brzmi to zabawnie, bowiem kojarzy się z rolnictwem - z polem, stodołą, oborą, stajnią...  Jednak trzeba spojrzeć na to oczami dawnego chłopa. Chłop wiedział, że ma nad sobą pana, i że ten pan też ma nad sobą pana. Znał system feudalny i wiedział, że jest praktycznie na samym jego dole Nawet i wśród chłopstwa nie było równości. Wiemy, że byli chłopi pańszczyźniani i wolni kmiecie. Byli tacy, którzy mieli pole, i tacy, co tylko obrabiali pola innych. Byli tacy, którzy mieli własną chałupę i byli marni komornicy, mieszkający kątem u bogatszego chłopa. I wśród chłopów wykształciły się podziały - także w kwestiach miłosnych. Bogaty chłop raczej nie chciał wydać córki za biednego. I tutaj liczyło się pochodzenie, koligacje, majątek, interesy, korzyści. Chociaż "krew nie woda" i na pewno biedniejszy mógł "wsadzić" swój "interes" w "dziurkę" wyżej siebie. ;) I na odwrót też. I takie motywy też znajdujemy w bajędach, ale...

Wróćmy do owego "królewskiego gospodarstwa", "królewskiej farmy"! Chłop był świadom, że jest poddanym króla, ale niekoniecznie wiedział kim właściwie jest król i czym się zajmuje. Cieszył się, że miał kawałek pola, stodołę, obórkę z jedną czy dwoma krowami. O! Taki we wsi już był kimś! Ale co tam on - sołtys to był dopiero ktoś we wsi, nadzorował wszystko w imieniu pana, i zwykle bywał najbogatszy. Ale co tam sołtys przy szlachcicu! Dwór wspaniały, stodoły, obory pełne! I pola wielkie. Ale i zwykły szlachciura bladł przy księciu! Ooo! Ten to miał wspaniały zamek i ziem... ziem tyle, że i tygodnia nie starczy, by je przejść. A król! Oooo! Król to musi mieć pól i lasów tak wiele, że i sam tego nie policzy może! Wielką, wielką farmę! O ile "u góry" systemu feudalnego liczyła się "szlachetne pochodzenie" i majątek, to na dole stan posiadania. I tak chłop "mierzył swoją miarą" choćby i samego króla! W pojęciu chłopa król był po prostu wielkim panem, bogaczem - a więc musiał mieć dużo ziemi i zwierząt, wielkie gospodarstwo; niewspółmiernie wielkie względem chłopskiej zagrody, ale jednak rolne, chociaż rzecz jasna król sam nie orał i nie pasał. Jest to w gruncie rzeczy uproszczona wizja świata - po chłopsku. 

Myślę, że brak świadomości, jak skomplikowane zasady panują "u góry" pomagał tym "u dołu" snuć dzikie fantazje. Nawet jeśli byli w pełni świadomi, że tak być naprawdę nijak nie może; że chłop jest chłopem i taki jego los, że do księżniczki nie zbliży się wcale, a jeśli już to w głębokim pokłonie. Ale... przynajmniej pofantazjować i pobajdurzyć sobie mógł, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moje trzy pytania

Zawsze podkreślam, że chociaż ciekawi mnie cały świat i kultura ludów ziemi, i chętnie czytam baśnie i legendy z całego świata - ot, na przy...