Jestem z Gniezna, a Gniezno... słynie jako "gniazdo" Polski - swego rodzaju "sanktuarium narodowe", w którym po prostu wypada być. To "serce" czy "oś" Szlaku Piastowskiego. Ale jest także ważnym centrum życia religijnego Polski. Każdego roku przyciąga nie tylko turystów z kraju i zagranicy, ale także pielgrzymów, których celem jest gnieźnieńska katedra - zwana całkiem słusznie "Matką Kościołów Polskich" - sanktuarium św. Wojciecha, czczonego jako główny patron Polski. Szczerze uważam, że nawet jeśli nie jest się osobą wierzącą, katedrę należy koniecznie odwiedzić i pokłonić się św. Wojciechowi - jeśli nie z "nabożną czcią" (której sam w sobie nie mam), to jako temu, na którego kościach Bolesław Chrobry budował Polskę. Całkiem dosłownie, bo gdyby nie św. Wojciech, księstwo piastowskie nie stałoby się Królestwem Polskim, a przynajmniej nie tak wcześnie, Chrobry zapewne nie włożyłby na głowę królewskiej korony.
Ów praski biskup, zakonnik, misjonarz i wreszcie męczennik był postacią pod każdym względem niezwykle ciekawą - nie tylko od strony religijnej, ale także historycznej. Zarówno jego osobowość, jak i wiara, i dzieje - naznaczone "krzyżem", wieloma udrękami - są warte, by się nad nimi pochylić. Jest tez postacią bardzo interesującą także dla... bajarza, a dla mnie w szczególności, gdyż łączę w sobie pasje historyczną i bajarską. Powiedzmy sobie szczerze, że... cały kult św. Wojciecha opiera się w znacznej mierze na legendzie!
Jego męczeńska śmierć jest faktem historycznym. Właściwie jedynym, co wiemy faktycznie jest to, że zginał w kraju pogańskich Prusów. Znamy dokładną datę: 23 kwietnia 997 roku. Wiemy nieco, jak przebiegała misja - bardzo krótka, zakończona - tak po ludzku patrząc - zupełną klęską, katastrofą. Nie wiemy gdzie dokładnie - wiemy, że ostatnim "przystankiem" przed Prusami był Gdańsk, a potem jedynie, że misjonarze dotarli do grodu zwanym Cholinem. Ale gdzie był ów Cholin? Jedna z koncepcji, i silna lokalna tradycja, wskazują na dzisiejszą wieś Święty Gaj, w okolicach Elbląga. Wydaje się to możliwe, gdyż w tych samych okolicach, bardzo blisko Świętego Gaju, był legendarny port Truso. W pobliżu wsi jest, ukryte w lesie, grodziszcze, uchodzące za ów Cholin. Wiele, wiele lat temu miałem tam zresztą przyjemność być osobiście - i cień tego wspomnienia wciąż gdzieś w sobie noszę.
Można powiedzieć (przekornie), że... poszczęściło mu się i spełnił być może swe pragnienie, gdy jego głowę odcinał topór pruskiego kapłana Sikko. W ciągu wieków wpojono nam mit, (!) że Prusowie byli dzikim, barbarzyńskim ludem. Swego czasu przeżyłem niemały szok, gdy dowiedziałem się, że to nie jest prawdą - że choć nie byli tak cywilizacyjnie rozwinięci, jak ich słowiańscy sąsiedzi, Rusini i Polacy, wyznawali wiarę pogańską, żyli w dziczy, to... wcale nie byli tak okrutni, jak to nam wmawiano choćby właśnie poprzez opowieści o męczeństwie św. Wojciecha. Mieli swą pogańską wiarę, do której byli ogromnie przywiązani, nieraz prowadzili wyprawy grabieżcze i byli na pewno utrapieniem dla Polski, ale... nie byli "dzikimi bestiami". Podobno słynęli nawet z... gościnności, i jedynie stanowczo wymagali, by szanować ich prawa i wiarę. Prusowie utrzymywali stosunki handlowe z Polakami - bywali, a może też i zamieszkiwali w Gdańsku, a Słowianie zagłębiali się także w ich kraj, a na pewno byli w Truso.
Wojciech, Radzym i Bogusz też zostali początkowo potraktowani łagodnie - nie chciano, by głosili swą wiarę i nakazano im opuścić ziemie pruską. Ale Wojciech był uparty, wrócił na pruski brzeg, a w dodatku - nieświadom zwyczajów - naruszył "tabu", wchodząc do "świętego gaju" (stąd też nazwa wspomnianej wioski). W sumie nie zginął za wiarę, jak głosi Kościół katolicki, tylko przez własny upór i nieświadomość pruskich zwyczajów, ignorancję. Chociaż powinien ich być świadomy trzeci z misjonarzy, Bogusz - także benedyktyn - który towarzyszył wyprawie jako tłumacz, znający pruską mowę. Wydaje mi się, że Wojciech i towarzysze... nie byli dobrze przygotowani do tej wyprawy misyjnej - myśląc, że znajomość mowy pruskiej im wystarczy.
Jedyny pożytek, jaki przyniosła "ofiara krwi" św. Wojciecha to ten, który wyniósł z niej Bolesław Chrobry. Dostrzegł w tym szansę dla siebie i swego kraju. Dlatego czym prędzej rozpoczął z Prusami negocjacje, by wykupić ciało Wojciecha. Był bardzo pragmatyczny i miał w tym swój cel i wizję. Wiedział dobrze, że mając męczennika za wiarę może rozpocząć starania o to, by Kościół ogłosił go świętym, a także dążenia do utworzenia odrębnej metropolii kościelnej, uniezależnienia się od Niemców. Kości "świętego męczennika" były mu też niezbędne, by mogło się spełnić marzenie o koronie królewskiej. By to przyspieszyć, szybko zaczęto budować wokół osoby Wojciecha "siatkę legend" - począwszy od "wdowiego grosza", który miał przeważyć szalę, gdy za złoto wykupywano jego ciało, gadającą głowę Wojciecha, zrośnięcie się jego porąbanego na kawałki ciała, itp. Czy bajędy te zawieziono już gotowe do Rzymu, czy też stworzono dopiero tam, gdy na potrzeby wszczętego procesu spisany został pierwszy żywot św. Wojciecha - nie wiadomo.
"Żywoty świętego Wojciecha" nie są kronikami jego życia, lecz czystą hagiografią, gdzie fakty splecione są ściśle z legendą. I właściwie nie wiemy tak do końca, ile jest w nich prawdy, ale bajęd jest z pewnością wiele. Myślę, że św. Wojciech taki, jakim się nam go przedstawia, jest na pół historyczny, na pół legendarny. Obrósł też w ciągu wieków wieloma legendami typowo ludowymi, równie fantastycznymi, jak hagiograficzne. Wielka szkoda w sumie, że turyści i pielgrzymi, tak licznie odwiedzający Gniezno nie mają okazji ich poznać, gdyż nikt im ich nie opowiada i brak też na rynku publikacji legend świętowojciechowych - i tych "hagiograficznych:, i tych ludowych...
----------
Najbardziej niezwykłą i jedyną w swoim rodzaju opowieścią / legendą o św. Wojciechu są słynne Drzwi Gnieźnieńskie. To arcydzieło sztuki romańskiej (XII wiek) nie mające sobie równego w Polsce, podzielone jest na 18 "kwater" - obrazów z życia św. Wojciecha w formie płaskorzeźb. Jest to typowa opowieść w ilustracjach, my zaś zajmujemy się przecież teatrem ilustracji!
Pamiętam, gdy kilka lat temu odwiedził nas - Marka i mnie - nasz przyjaciel i mistrz bajarski, Łukasz z Szamotuł. Dosyć długo rozmawialiśmy o opowieściach i planach artystycznych. W pewnym momencie Łukasz popatrzył na nas i powiedział coś mniej więcej takiego: "Spójrzcie na Drzwi Gnieźnieńskie. Przecież macie tu praktycznie gotowe kamishibai!" Nie da się ukryć, że miał rację. Ba! Nawet ilość ukazanych na nich scen wręcz "podręcznikowo" wpisuje się w standardy kamishibai, w którym zazwyczaj opowieść tworzy do 20 obrazków. Mogłoby się zdawać, że wystarczy skopiować 1:1 i opowiadać... Jednak nie jest to wcale proste, gdyż - choć zdawałoby się, że liczące sobie ponad 800 lat dzieło sztuki powinno być "w domenie publicznej", to jednak Archidiecezja Gnieźnieńska zarejestrowała Drzwi Gnieźnieńskie jako "znak towarowy" i jakiekolwiek wykorzystanie ich w sposób bezpośredni wymaga zgody władz kościelnych - o czym Łukasz mógł nie wiedzieć.
Zapomniał jednak także o pewnym "małym szczególe" tej opowieści w brązie odlanej. O takim mianowicie, że ukazano na nich śmierć św. Wojciecha z pełnym realizmem i brutalizmem. Potem zaś jego ciało zawieszone na platformie i ściętą głowę nabitą na pal - na postrach i przestrogę dla tych, którzy by nie szanowali pruskiej wiary, praw i obyczajów. Cóż, w średniowieczu taki obrazek nie był niczym nadzwyczajnym - życie było wszak bardzo brutalne - lecz dziś nie żyjemy już w "mrokach średniowiecza" i takie sceny w teatrze ilustracji, którego odbiorcami są głównie dzieci... myślę, że byłyby nieakceptowalne. Oczywiście dzieciom opowiada się o św. Wojciechu, są też książki dla nich przeznaczone - lecz trzeba mieć dobrze przemyślane jak to zrobić, by opowiedzieć historię a jednocześnie zrobić to w sposób odpowiedzialny i odpowiedni dla dzieci. To naprawdę wielka sztuka!
----------
Często poskreślam, że - chociaż pochodzę z katolickiej rodziny i tak zostałem wychowany - nie podzielam wiary katolickiej i nie czczę katolickich świętych. Nie czczę też świętego Wojciecha. Tym niemniej jego osoba, jego dzieje i legendy z nim związane mnie głęboko fascynują. To niezwykle ważny wycinek dziejów naszego kraju i narodu. Gniezno się też słusznie chlubi świętym Wojciechem. I warto o tym opowiadać 0 i prawdę, i legendę.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz