Nieraz jest tak, że używamy pewnych słów, a zupełnie nie wiemy skąd się wzięły. Niektóre słowa też, chociaż ich pochodzenie jest zupełnie zwyczajne, dziś uchodzą za wulgaryzmy. Najlepszym chyba przykładem tego w języku polskim jest słowo "ku**s", które w języku staropolskim oznacza... frędzel, chwost. Oczywiście wiadomo w takim razie, dlaczego tak nazywano także "ozdobę mężczyzny". ;) Bardzo często słychać też słowo "pierdo**sz", które moźe nie jest tak niecenzuralne - na pewno nie tej samej wagi, co ów "ku**s" - ale jednak uchodzi za niekulturalne. Tymczasem ma - jeśli wierzyć regionalnej opowieści spod Poznania - zupełnie zwyczajne i... kpiarskie pochodzenie. A jak to było? Było to tak:
Dawno, dawno temu... Lecz jednak nie aż tak dawno, jak to bywa często z baśniami i legendami! Lat temu ledwie półtorej setki, więc cóż to przy słynnych wielkopolskich legendach!? Żył, był sobie w Gądkach, niezbyt odległych od Poznania - nawet wówczas, a dziś już leżących dosłownie na jego obrzeżach - niejaki Piotr Paluch. Wielkopolska była wówczas, jak pamiętamy, pod zaborem pruskim i była poddawana nawet brutalnej germanizacji. Niemcy nie tylko zagrabili prastare polskie ziemie, ale toczyły także inne wojny, a do pruskiej armii wcielanych było także wielu Polaków. Chcieli tego, czy nie - a raczej nie - musieli wdziewać mundur pruskiej armii i walczyć za "kajzera", cesarza. Taki los spotkał także i Piotrka Palucha, który - wraz z wieloma innymi Polakami - trafił w roku 1870 na front wojny prusko - francuskiej.
- Polonaise? Polak? To ty nie wróg! - być może uznali Francuzi.
Przecież nie tak dawne były czasy Napoleona Bonaparte, kiedy Polacy byli Francuzom cenionymi towarzyszami broni. Walczyli ramię w ramię wraz z nimi za cesarza i Republikę, upatrując w Napoleonie "męża opatrznościowego", dzięki któremu odrodzi się Polska, wyzwolona spod zaborów. Byli prawdopodobnie na niemal każdym polu bitwy. Byli w słynnej szarźy pod Somossierą, w bitwach pod Waterloo i Austerlitz, a także w wielkiej wyprawie na Moskwę! Sam cesarz też cenił sobie Polaków i nie mógł się ich nachwalić. Z jednym tylko wyjątkiem - Polacy posłani na Haiti, by tam tłumić powstanie, zdezerterowali i przyłączyli się do powstańców. Moźna na pewno długo o tym opowiadać, ale to przecież zupełnie inna historia. W każdym razie pamięć wśród Francuzów o bitnych Polakach i braterstwie broni, zasługach dla Republiki mogła być naszym bardzo pomocna i w tej wojnie, i także Piotrkowi Paluchowi z Gądek. Teraz do niego wróćmy.
A że Piotrek Paluch z Gądek lubił ludzi i potrafił się z każdym dogadać, a i gadanego też przy tym miał, polubili go także bardzo Francuzi. Tym bardziej, że był on przy tym i "złotą rączką", który wszystko czy prawie wszystko potrafił zrobić lub naprawić. Tylko to jego nazwisko, wprawdzie krótkie, ale trudne jakieś.
Czy tak było naprawdę? A jakże! Przecież opowiadał o tym sam Pier Doła! ;) A mieszkańcy Gądek po dziś dzień wspominają swego Pier Doła, powtarzając taką właśnie gadkę o nim, pobudzając do śmiechu - a przecież wszyscy dobrze wiemy, że... śmiech to zdrowie!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz