piątek, 6 lutego 2026

"Gnieźnieńskie opowieści"

Moja przygoda z teatrem ilustracji (kamishibai) rozpoczęła się przed kilku laty w gnieźnieńskim Centrum Aktywności Społecznej "Largo". Ale właściwie wszystko zaczęło się od... przyjaźni. Zaprowadził mnie tam bowiem Marek Cybułka - mój przyjaciel jeszcze z czasów młodości, twórca naszej Grupy Bajarzy "WęrujeMY". On także - o ile mi wiadomo - pierwszy zaniósł do "Largo" wiadomości o tym, że jest taka fantastyczna sztuka, rodem z dalekiej Japonii, która nazywa się "kamishibai".

Tam zaczęliśmy się spotykać w grupie szalonych pasjonatów i zagłębiać w tajniki tej sztuki. Został zakupiony teatrzyk (skrzyneczka, zwana po japońsku "butai") oraz pierwsza opowieść. Opowieścią tą była piękna japońska (a jakże!) baśń "Ogród niebios". Potem jednak postawiliśmy na tworzenie własnych historii - o zaklętej księżniczce z zamku gnieźnieńskiego, o kwiecie paproci... 

W 2019 roku zostaliśmy natomiast poproszeni o stworzenie opowieści o naszym mieście Gnieźnie, nawiązując do powstającego wówczas "Traktu Królewskiego". A że na owym trakcie stoją niewielkie figurki królików i z ich pomocą opowiadane są dzieje Gniezna, to na nich także oparliśmy i naszą opowieść o mieście. Oczywiście trudno by było opowiedzieć całe jego dzieje - a w takiej krótkiej formie, jak kamishibai, wręcz nie sposób - więc skupiliśmy się na XIX i XX wieku. I tak oto narodziły się "Gnieźnieńskie opowieści", które zaprezentowaliśmy po raz pierwszy podczas "Koronacji Królewskiej":


Oczywiście miałem w tym i ja swój udział, najpierw pisząc, następnie zaś przedstawiając część scenek - jak wielki pożar miasta, czy też doprowadzenie doń kolei. Było to dla mnie niezwykle ciekawe wyzwanie i - choć zupełnie "niebajarskie" - pozwoliło mi w pełni na realizację swych pasji... Bowiem prócz starych legend i baśni pasjonuje mnie niezwykle historia, a w dodatku kocham bardzo moje miasto Gniezno. Wywiązanie się z zadania wymagało zaś zagłębienia się w jego dzieje - także w "opasłe" księgi. I... myślę, że wywiązałem się z niego całkiem nieźle - i, rzecz jasna, nie tylko ja, bo my wszyscy! Było to dla mnie szalenie wzbogacające doświadczenie.
 
Chociaż baśnie i legendy są główną dziedziną mojego "artystycznego żywota", to jednak... Tak, teatrzyk nasz da się znakomicie wykorzystywać także do edukacji - w tym wypadku historycznej. Chociaż to nie baśń, nie legenda - raczej tzw. "storytelling". Czy podjąłbym się czegoś podobnego znowu? Jasne, że tak! :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O teatrze ilustracji - kamishibai

Zajmuję się głównie teatrem ilustracji. Ta forma sztuki bajarskiej wywodzi się aż z dalekiej Japonii i po japońsku nazywa się "kamishib...