Diabeł ma swoje szczególne miejsce w polskiej kulturze ludowej. Jest to zupełnie inny diabeł, niż z kart Pisma Świętego - często niby straszny, niby do piekła ludzi ciągnący, ale jednak a to dający się przechytrzyć czy oszukać, a to nieporadny i śmieszny. Ludzie, może nadmiernie straszeni przez księży, jakoś sobie próbowali to zrównoważyć, niejako "oswoić sobie" tego diabła, by już się aż tak strasznym nie zdawał. Bardzo wiele bajęd o diabłach jest humorystycznych. Mam ja sporo w swoich zbiorach takich "diabelskich" opowieści i ogromnie je lubię, i każda kolejna mnie raduje wielce, wywołując szeroki uśmiech na mej twarzy.
A oto bajka śląska autorstwa Stanisława Ligonia (1879 - 1954) z jego książki "Bery i bojki śląskie'. Nie wiem, czy oparta na śląskiej tradycji ludowej, czy też całkowicie z fantazji autora się wywodząca. Ubawiłem się jednak przy niej setnie
----------

Zdarzyło się kiejsik, że zastrejkował dioboł, a to na skuli tego, że mu w piekle było za gorąco. Chciał sie ździebko na ziemi ochłodzić.
Nie namyślajac się dużo, wyjechoł z celuści na powierzchnia, Idzie se tak, idzie, az tu naroz uwidzioł jakoś młodo i bardzo szykowno dziołszka. Przypomniał se, jak mu to kiejś jego piekielni koledzy łosprowiali, że małżeństwo mo ponoć być niebem na ziemi. Wziena go chętka spróbować. Czemu ni!...
Nie zastanawiając się długo, podszedł do napotkanego aniołeczka i prawi:
- Dzień dobry! piękny dzióbeczku. Czergo to tak wcześnie szukają po świecie?
- Szukom chłopa - odpowiada, szczyrząc zęby dziołcha.
- No to się dobrze skłodo - śmieje się dioboł - bo jo szukom baby... A kiej się tak pieknie słożyło, to bychom się możno i smówili?
- Czamu ni - pado dziołcha i poczyna se tego przipadkowego konkurenta łoglądać, jak to podajom, łod stóp do gowy.
- A coś ty za jeden? - zapytuje.
- O, joch jest dioboł - odpowiada skromnie zapytany, a nie czekając łodpowiedzi dodaje z ostrożna: - Jeśli mie przyjmiesz za męża, spełniać ci byda wszystkie twoje życzenia, moc moja bowiem jest wielko...
Diobelskie to wyznanie spodobało się dziołszce, ty m bardziej, że i uroda chłopa przipadła jej do gustu. Niedługo też a pobrali sie...
Dzień przed weselem pyto dioboł oblubienicę: - Szczęście ty moje, powiedz mi, co bych móg dzisiok uczynić dlo ciebie?
- Co uczynić? Słuchej: wesele musimy wyprawić sute, takie jakiego jeszcze świat nie widzioł. Jodła i picio musi być tela, żeby wszystkie moje przijaciółki popukały ze zazdrości... Idź i przynieś wszystkiego wina, gorzołki, likierów, roztomaitego mięsiwa, ptactwa, ryb, no i wszelakich innych maszkietów (łakoci, słodyczy) do tego...
Jak wicher wylecioł dioboł na miasto i za chwila przyprycył (przyniósł, przyciągnął) wszystkiebgo, czego sobie jeno dzióbeczek jego zażyczył. Weselne stoły uginały sie od wszelakiego jodła i trunku. Cóż, kiedy młodo pani nie bardzo była za kontent (zadowolona). Mięsiwo niedobrze było przyprawione, to za pieprzne, to za kwaśne... A trunku to samo: gorzoła za słabo, a wino kwaśne jak łocet... Kręciła przy tym dzióbem i wszelakimi babskimi sposobami okazywała swoje niezadowolenie. Dioboł zmartwiony chcioł swoja babeczka udobruchać, toż (więc) przichlybiając się i nadskakując, pyto:
- Powiedz, dzióbeczku ty mój, czym bych mógł uradować twoje zasmucone serduszko?
- Czym? Pójdziesz i przyniesiesz mi skarbiec złota.
Dioboł rypnął (skoczył) do drzwi i poszoł, jakby mu chto papryki nasypoł. Zaniedługo powrócił i przypryczył spory miech złota.
Ale i tu dzióbeczek jego okazał niewdzięczność.
- Toś mi tego ale prziniósł, aże prziniósł! Dyć tego prawie tela, jakby kot napłakoł... Kaj (gdzie) ta twoja moc, kieromeś (którą żeś) się tak przechwoloł... Zbieroj sie zaroz i przynieś mi poradziesiąt pieknych szat i wszelakiego kobiecego stroju. Przeca jako twoja żona nie moga paradować w jednej kiecce, na pośmiewisko ludziom.
I zaroz poszoł diaboł i zaniedługo przydźwigoł wszystko, czego sobie jeny (tylko) jego żoneczka życzyła. Ale mosz dioble kropocz (kropidło)! - zaś źle. Kieczyska niemodne, tu nie podobo sie kolor, sam zaś fason (krój) do luftu (do niczego), przy tej za mały fason z przodku, przy drugiej za wielki na zadku, to złe, a tamto niedobre...
Diobła aże skręcało z markotności, aże schudł łod zgryzoty. Tańcował jak pudel wedle aniołeczka i molestował, czem by jom zaś mógł udobruchać. Wreszcie popuściła i pado (mówi):
- Nie mom nic, co bych se mogła zawiesić na karku, wrazić do uszów i na palce... Przynieś mi pereł i brylantów, kiere podniosom moja uroda... Chca mieć takie, żeby moje przijaciółki z zawiści dostały morziska (rozwolnienia)...
Dioboł lotoł jak opętany i naznosił roztomaitych świecidełek, ale cóż, zaś wszystkiego było za mało i nie takie, jakie sobie ubzdała (umyśliła)...
i tak porząd (ciągle, stale) biedne dioblisko lotało, tropiło się (zamartwiało się) i znosiło cuda, kiere jednak nigdy nie pozwolily zadowolić diobelskiej żoneczki. Aż wreszcie i jemu brakło cierpliwości. Kiedyś ryknął, aże zadźwięczały szyby:
- Pierona z taką babą! Dyć to gorsze jak som Lucyper! Ze skóry by możno wyskoczyć przy takim antykryście!...
A na to z czarownym uśmiechem łodpedzioł słodki dzióbeczek:
- O, tak mój luby, zrób mi ta przijemność i wyskocz ze skóry, to musi być dziepiero zabawne... Wyskocz ze skóry, proszę,proszę!...
Dioboł se tego nie doł dwa rozy pedzieć. Wyskoczył ze skóry, bo już mioł dość tego nieba na ziemi. prasknął (skoczył) do dźwierzy (drzwi), a będąc a dworze tompnył (uderzył, tupnął) kopytem ziemia, kiero się rozstąpiła i jak rakieta spuścił się nazod do piekła. Powrócil zaś do kotłów i prosił majstra Belzebuba, żeby go jako palacza przydzielił do łoddziału dla kobiet...
Od tego czasu już nigdy nie zachciało mu się zakosztować tego zachwalanego "nieba na ziemi"...
----------
I właściwie dla tej jednej bajki kupiłem całą książkę. I... warto było, bo opowieść naprawdę przezacna, chociaż może i przedstawia "typowo męski (szowinistyczny?) punkt widzenia" i niejednej babie może zapewne "ciśnienie podnieść"! ;) Swego czasu, gdy opowiadałem "góralską wersję" Księgi Rodzaju, dziewczyny podniosły krzyk. A ja... doprawdy kocham ten rodzaj ludowego humoru. Jedynie trzeba do wszystkiego trochę dystansu, nie brać zbyt poważnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz