piątek, 22 sierpnia 2025

Bajarza rozterki duchowe. Gdzieś pomiędzy światami - pogaństwem a chrześcijaństwem

Będzie bardzo osobiście i... może nawet aż za mocno "uzewnętrznienie się", swoista auto-wiwisekcja może. Ale chyba muszę, potrzebuję podzielić się i tym...

Otóż wychowałem się w rodzinie katolickiej, potem jednak związałem się z "protestantyzmem". Mam korzenie i wiarę chrześcijańską, a jednocześnie od wielu, wielu lat - kiedy to zagłębiam się w naszą rodzimą kulturę, w wiedzę / naukę o niej, i w baśnie i legendy - czuję, jak wyrasta i zakorzenia się we mnie słowiańskość - silniejsza jeszcze, niż kiedykolwiek wcześniej, miłość do naszej przeszłości. I mam w sercu sporo żalu, że chrześcijaństwo w Polsce jest bardzo łacińskie (katolicyzm) lub zamerykanizowane czy zglobalizowane ("protestantyzm"), a brakuje w nim... słowiańskości. Najbliżej jej jest pewnie prawosławie czy greko-katolicyzm, bo tam to Kościół (Cerkiew) starano się dopasować do słowiańskości, uczynić "swojskim" i zrozumiałym, tworzyć pismo dla mowy słowiańskiej. Z przyjemnością odkryłem niegdyś bardzo... folkowe pieśni z niektórych rosyjskich zborów ewangelicznych. Jak widać można być bardzo słowiańskim chrześcijaninem! I ja w sobie czuję taką słowiańsko - chrześcijańską duszę.

Gdy "dotykam" naszych "korzeni", to i one w pewien sposób dotykają mnie, wnikają w moje serce i duszę. Wierzę w jednego Boga - po chrześcijańsku - ale w moim sercu rozwinął się także i rozkwitł ogromny, ogromny szacunek do naszych przodków, ich świata i ich wiary. Mogę ich bogów nazywać "bogami" czy "bóstwami", lecz nie potrafię nazwać, jak to dawniej czyniono powszechnie, "bałwanami" (chociaż to i biblijne nawet!). Balansuję nieco pomiędzy wiarą chrześcijańską a szacunkiem do przeszłości - dla niektórych może ta "lina" po której w ten sposób "stąpam" wydawać się cienka, zbyt cienka. Nic na to nie poradzę. Czuję się jakby rozpięty pomiędzy dwoma światami - i duchowymi, i kulturowymi i szukam równowagi. 

Zawsze, gdy piszę o dawnych bogach, staram się zwyczajnie opowiadać przeszłość. Nie zwracam się sercem ku dawnym wierzeniom, staram się tylko opowiedzieć i przybliżyć świat naszych dalekich przodków, ich postrzeganie świata, ich duszę... Ten balans - i w sobie samym, w sercu, i na zewnątrz, w opowieści innym - jest dla mnie bardzo ważny. Próbuję opowiadać o "starej wierze", ale nie wchodząc w nią - niech już zostanie tylko opowieścią, rozbudzaniem świadomości słowiańskiej, poszukiwaniem zrozumienia naszej przeszłości, naszych "korzeni" - a ta świadomość jest potrzebna, uważam, nawet dla zrozumienia choćby historycznych i duchowych przemian, jakie przyniosły wieki późniejsze. I o tych przemianach także chcę opowiadać, zastanawiając się nad tym:

SKĄD PRZYCHODZIMY?

KIM JESTEŚMY?

DOKĄD ZMIERZAMY?

Te trzy pytania są dla mnie - i w życiu osobistym, i w bajaniu - bardzo istotne. To dla mnie kierunek duchowych i bajarskich poszukiwań, i czynionych odkryć. Trzeba odkryć i zrozumieć, czy nawet przyswoić sobie naszą przeszłość, by zastanowić się nad naszą dzisiejszością i przyszłością. Przemyśleć co było ważne dla naszych przodków, co chcieliby oni nam powiedzieć, co możemy przyjąć jako cenny dar czy spadek, i jak kształtować siebie i iść z tym w przyszłość. 

To, co było kiedyś, to już nie wróci. Trochę... śmieszą mnie ruchy religijne określane jako "neopogaństwo" i ich wyznawcy głoszący, że "kultywują wiarę słowiańską", a w rzeczywistości praktykujący tylko swoją wizję, interpretację wiary dawnych Słowian, zachowanej tak szczątkowo, że wielki polski historyk i slawista, Aleksander Brückner, napisał kiedyś, że wszystko, co wiemy na pewno o bóstwach słowiańskich i religii naszych przodków, dałoby się zmieścić na... jednej kartce książki. I chociaż nauka się od tego czasu mocno rozwinęła, i mamy znaczące odkrycia, to i tak jest tego bardzo, bardzo mało. Ktoś może mieć zastrzeżenia, że zbyt wiele piszę czy mówię o dawnych bóstwach, o dawnej wierze - robię tak, bo taki był świat naszych przodków, w to wierzyli, tym ich życie było przesiąknięte. Nie idę w religię (neo)pogańską, bo... zwyczajnie nie ma to żadnego sensu. To, co było, niech służy tylko naszej tożsamości, naszemu zrozumieniu kim jesteśmy, świadomości naszych "korzeni". 
 
A staram się wykorzystywać ze starego to, co było mądrością naszych przodków. Na przykład szacunek do starszych czy przodków, do otaczającego nas świata, przywiązanie do tradycji, do rodziny / plemienia, poczucie wspólnoty, podtrzymywanie i umacnianie więzi... Myślę, że wiele możemy się od naszych przodków uczyć - także z tych baśni i legend, i ze strzępków dawnych wierzeń nawet - i próbować chociaż do tych wartości wracać. Jako chrześcijanin odkrywam w tych starych wierzeniach i życiu naszych przodków wartości, które warto zachowywać i kultywować, które doskonale współbrzmią nawet z chrześcijaństwem. Apostoł Paweł napisał kiedyś: "Wszystko badajcie, a co szlachetne zachowujcie" (1. List do Tesaloniczan 5, 21) - i chociaż pisał to o proroctwach, to myślę, że można te słowa rozszerzyć, i zachowywać to, co szlachetne z każdego źródła. Bo przecież nie tylko w wierzeniach chrześcijańskich, nie tylko w Biblii, są wzniosłe i dobre idee, myśli i poczynania. Myślę, że w tym można właśnie znaleźć tą upragnioną przeze mnie równowagę w duchowości i tożsamości.
 
Brutalnie rozprawiam się na pewno z mitem roku 996, "Chrztu Polski" jako "początków państwa polskiego". To jest wielkie zakłamywanie naszej historii! Jakbyśmy to przez chrzest Mieszka I zostali "stworzeni", jakby nas wcześniej nie było, jakby nasze "być albo nie być" zależało od Kościoła i wiary chrześcijańskiej. Tak! To było ważne wydarzenie i niosło wielkie zmiany, dało nowe i potężne narzędzia do budowania państwa i społeczeństwa, pozwoliło nam pełniej wejść na pole "polityki międzynarodowej". Ale nie wyciągnęło nas z jakiegoś "niebytu", nie wyskoczyliśmy nagle, "jak królik z kapelusza magika"! Nie byliśmy też wcześniej ani duchową, ani kulturowym "pustkowiem" - mieliśmy swój świat duchowy i kulturowy. I to bardzo bogaty! Od stosunkowo niedawna odkrywamy na nowo ten słowiański świat i jego bogactwo.
 
Światowid i kapłan pogański w wizji Jana Marcina Szancera. 
Ilustracja ze zbioru baśni "Orle Gniazdo" (Świrko).

Tym, co może się ortodoksyjnym chrześcijanom nie podobać, jest fakt, że wierząc po chrześcijańsku zachowuję jednocześnie ogromny szacunek do wierzeń naszych przodków, do bóstw, które czcili, do ich duchowych praktyk. Pragnę je poznawać i próbować zrozumieć - i przekazywać innym. Moje pragnienie to być coraz bardziej świadomym Słowianinem i lepszym bajarzem, bowiem staram się, by moje opowieści były zawsze próbą jak najlepszego oddania świata naszych przodków. Myślę, że nie da się naprawdę opowiadać prasłowiańskich naszych baśni, nie dotykając wierzeń naszych przodków, nie wchodząc w nie, nie próbując poznawać i rozumieć. Dlatego gromadzę, co się da, na temat dawnych naszych bóstw, demonów ludowych, form i miejsc kultu, itd. 
 
Tak, moja biblioteczka jest po części "pogańska" - staram się gromadzić i czytać, co się da, poznawać choćby te strzępki, jakie nam zostały, czy domysły, próby odtwarzania tych wierzeń. Zagłębiając się w te nasze najstarsze bajędy, w świat naszych przodków, staram się stawać trochę częścią tego świata, przenikać weń całym sobą, wchłaniać go... I wiele go wchłonąłem. Stąd mój wspomniany szacunek, i - że powtórzę to jeszcze - nie potrafię nazwać dawnych bóstw słowiańskich "bałwanami", bo jest w tym wiele pogardy. Z wahaniem też określam naszych przodków "poganami" - bo i w nim zawiera się i pycha własna, i pogarda wobec niechrześcijan, bo łacińskie słowo "paganus" oznacza... "wieśniak", czyli człowiek zacofany, ciemny, głupi... We mnie, chrześcijaninie, takie podejście wzbudza sprzeciw, nawet odrazę. Nie potrafię gardzić naszymi przodkami, ich wierzeniami, ich światem. 
 
Jeśli ktoś mnie za to potępi, czy nazwie "odstępcą" lub "heretykiem" - proszę bardzo, mnie to nie zaboli! Wiem, że w tym mogę nawet nieco odstawać od "biblijności". Nic na to nie poradzę. Czasem sam mam przy tym wątpliwości czy obawy. Myślę, że głównie ważne jest to, by wiedzieć, gdzie jest granica, odkąd nie posunąć się już ani krok dalej. Szacunek i próba zrozumienia - tak; wiara i kult - nie. Jestem najgłębiej przekonany o tym, że to da się równoważyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O teatrze ilustracji - kamishibai

Zajmuję się głównie teatrem ilustracji. Ta forma sztuki bajarskiej wywodzi się aż z dalekiej Japonii i po japońsku nazywa się "kamishib...