
Byliście kiedyś w Kruszwicy? Ja nawet kilkukrotnie... Wiecie, Mysia Wieża - obowiązkowy punkt szkolnych wycieczek. ;) Co prawda nie jest to tak ważne miejsce na Szlaku Piastowskim, jak Gniezno (ach jak to mnie łechce! Hi, hi, hi...), Lednica czy Poznań, ale z pewnością jest warte odwiedzenia. Przed wiekami - jak się przypuszcza - Kruszwica była nawet... stolicą! Tak, tak. Co prawda tylko państwa plemiennego Goplan, ale jednak.
Trzeba jednak zaraz dodać, że jest to plemię... hipotetyczne, którego istnienia nie da się chyba naukowo wychwycić ani potwierdzić, wspominane przez żyjącego w IX wieku Geografa Bawarskiego jako "Glopeani". Tylko... kogo miał na myśli? Tak naprawdę bardzo mało wiemy o plemionach pra-polskich, ich lokalizacjach, zasięgu terytorialnym, itp. Kruszwica położona jest nad jeziorem Gopło. Ale... I tu znów namieszam! ...nie wiadomo, czy to jego oryginalna nazwa z tych dawnych czasów i nie było jedynym "gopłem" na naszych ziemiach. Etymologicznie rzecz biorąc - i tu znów namieszam - "gopły" to były wodniste, podmokłe tereny obfitujące w grzęzawiska. Takie właśnie, jak te, które otaczają Gopło. Choć teraz tego raczej się już nie pozna przez zmiany w krajobrazie i obniżenie poziomu wód gruntowych. Na pocieszenie mieszkańcom Kruszwicy wspomnę, że Polanie także są plemieniem hipotetycznym, chociaż przyzwyczailiśmy się do tego swego rodowodu, to jednak nazwa nie ma żadnego potwierdzenia.
Kruszwica jest niewątpliwie bardzo fajnym miejscem. No i jest "po sąsiedzku" - prawie u granic Wielkopolski. Tak, naprawdę bardzo blisko, bowiem Wielkopolska nie kończy się na granicach administracyjnych województwa! Geograficznie i historycznie sięga prawie pod Inowrocław, obejmując m.in. całe Pałuki. Ja zawsze podkreślam, że Wielkopolska - historycznie i bajarsko - jest dla mnie najważniejsza, ale... sąsiadów też bardzo lubię i cenię. A trochę mnie wzięło teraz na Kruszwicę, właśnie bajarsko, i zakupiłem sobie takie oto dwie malutkie książeczki:
To nieważne, że spodziewałem się oczywiście, że ich treść może być mocno podobna. Wiadomo przecież, że tradycje kulturowe Kruszwicy "stoją" na Popiele i Piaście. Jednak dana legenda czy baśń, nawet jeśli powtarzana po wielokroć, nigdy nie jest przecie zupełnie taka sama, bo każdy opowiada ją na swój sposób. I nie jest dla mnie ważne, jak wiele razy już coś słyszałem lub czytałem.
Oczywiście obie te skromne książeczki zawierają już na wstępie: Popiel, myszy i Piast... Dumni są Kruszwiczanie z tego Popiela jak cholera, chociaż był to... kawał gnoja! Hi, hi, hi... W dodatku ten Popiel tak naprawdę... nie jest ich! A Piast tym bardziej. Obie te legendy pierwotnie są związane z... moim rodzinnym miastem, Gnieznem! I chociaż Popiel był - jako rzekłem - kawał gnoja, to i tak przy najwcześniejszej wersji legendy (sprawdźcie kroniki, jeśli mi nie wierzycie!), wiążącej go z Gnieznem obstaję i tak to opowiadam. Ewentualnie godzę się na takie ustępstwo, że zbiegł do Kruszwicy i tam go te myszy zeżarły. "Howgh!" - jak mawiali Indianie u Karola Maya. Rzekłam! I tego nie zmienię.
Ale też nie bronię w żadnym razie Kruszwiczanom przywiązania do ich własnych tradycji i przekonań, i nie jestem zbytnio o to na nich krzyw, chociaż ośmielam się korygować. ;) Zwyczajnie każdy w sposób naturalny kocha swoje i stara się o nie dbać, pielęgnować. Trudno przecież kogoś za to ganić. Rozumiem także pragnienia podniesienia rangi swego "miejsca na ziemi" jakimiś wielkimi legendami dowodząc ich znaczenia, starożytności, itp. A i nie oni sami to po prawdzie w sumie zrobili, a któryś z kronikarzy, bodajże w XIV wieku. Może w odpowiednim czasie postaram się podzielić kilkoma własnymi spostrzeżeniami w tej kwestii. Dodam jeszcze może, że w obu książeczkach te podkradzione niegdyś Gniezna opowieści stanowią mniej więcej połowę treści.
----------
Ta druga połowa była dla mnie już znacznie ciekawsza, gdyż nie tak "oklepana" jak Popiel i Piast i... nie wątpię, że autentycznie lokalna, prawdziwie nadgoplańska. No, czytając dalej nie miałem już w każdym razie tego uczucia, że podkradziono to memu Gnieznu; nie tlił się we mnie żal o... grabież kulturową - a to jednak istotne. Ten Popiel i Piast w Kruszwicy mnie jednak drażnili, a dalej czułem się już w pełni komfortowo i cieszyłem się opowieściami mi nieznanymi. Nie jest ich, co prawda wiele, ale są ciekawe i warte pamiętania i przypominania.
Da się przede wszystkim zauważyć jedno - że jakby sporo później doszło do chrystianizacji Kujaw, niż Wielkopolski, a przecież ziemie te były we władaniu Mieszka I. Tymczasem, według legend w książeczkach zawartych, jeszcze za panowania jego wnuka i imiennika, Mieszka II religią dominującą było tu pogaństwo i działała prężnie świątynia Światowida. To w sumie może i jest możliwe, bowiem - jak już wspominałem - nie wierzę w prawdziwe i radykalne nawrócenie Mieszka I, ani w jego szczególną gorliwość. Muszę przyznać, że te opowieści mnie jakby najbardziej zainteresowały, bo ciekawią mnie najdawniejsze nasze wierzenia i zwyczaje, a także ów dziejowy przełom, jakim był "Chrzest Polski" i zmiany, jakie przyniósł. Jest w tym dla mnie i jakiś romantyzm, i jakaś tragedia - i wiele, wiele do przemyśleń. I zawsze bardzo się cieszę, gdy na takie opowieści trafiam - prawdopodobne czy nie, ale będące wspaniałym świadectwem naszych dziejów i przemian, jakim ulegliśmy.
Właściwie znajdujemy w legendach aż dwie wersje związane z lokalnym kultem Światowida. Jedna mówi o świątyni na wyspie, która zatonęła, gdy mieszkańcy przyjęli chrześcijaństwo - za sprawą biskupa kołobrzeskiego Reinberna, zmuszonego do uchodźstwa w wyniku (domniemanej, ale historycznie niepewnej) "reakcji pogańskiej" na Pomorzu. Wedle drugiej zaś stała po wschodniej stronie jeziora, a zrujnowali ją nawróceni na chrześcijaństwo Kruszwiczanie, by w jej miejscu pobudować wspaniały kościół z kamienia dla swego nowego Boga - stojącą po dziś dzień kolegiatę świętych Piotra i Pawła. To... bardzo być może, bo katoliccy duchowni często zajmowali pod świątynie miejsca o wielkim znaczeniu dla rugowanego kultu pogańskiego.
----------
Zafascynowała mnie opowieść ze zbiorku pana Syrczyńskiego, o nieprawdopodobnie wielkim, żarłocznym i złośliwym szczupaku, jaki miał przed wiekami żyć w toniach jeziora. Zwano go... Goplanem. Opowieści o potwornych rybach są powszechnie spotykane. Trudno tu więc o jakąś oryginalność - baśń bardzo standardowa. Dlaczego więc mnie zaciekawiła? Ano dlatego, że podobną mamy i w naszych stronach, związaną z jeziorem Skorzęcińskim / Niedzięgiel, i napisałem jej własną wersję, jeszcze bardziej mroczną i tajemniczą, wręcz... nieco mistyczną. Takie opowieści, gdzie są wątki podobne do tych, wokół których sam tworzyłem, to dla mnie zawsze szczególna przyjemność.
Z jeziorem wiąże się także legenda o Białej Pani - Maryi, która rzekomo miała się objawić na jeziorze rybakowi Trzyszczowi i stworzyć na nim wyspę, by ten na niej pobudował kościół. Wyspa ta później zatonęła wraz z kościołem. To jeszcze bardziej typowe bajanie, bo podobnych opowieści o zatopionych obiektach jest w naszym kraju... Można rzec "na pęczki", ale to dość skromne określenie, bo pewnie jest ich nawet z tysiąc lub więcej jeszcze. Znajduje się ona w zbiorku pani Biernat. Gdzieś pod Gopłem ma się także znajdować zawalony tajny tunel, w którym rzekomo miał zginąć książę Zbigniew, uchodząc przed Gniewem swego ojca, księcia Władysława Hermana. A gniew ten wywołała niestosowe wielce w tamtych czasach zauroczenie młodego księcia wędrowną artystką Elwirą i hulaszczy tryb życia.
Słynna Mysia Wieża, stojąca na wzgórzu u brzegów Gopła jest wielką atrakcją dla dzieci, i to ona głównie kojarzy im się z Kruszwicą. Powiązana jest z legendą... bardzo sztucznie i groteskowo nawet, na siłę. Bo ani Popiel nie miał pierwotnie nic wspólnego z Kruszwicą, ani też tym bardziej ta wieża z czerwonej cegły nie może mieć, rzecz jasna, nic wspólnego z Popielem i tą o nim legendą, gdyż cegła była budulcem wówczas nieznanym, wznoszono wszystko z drewna, ziemi i kamieni. Jest ona pozostałością zamku, ale z XIV wieku. Cóż jednak, wielka jest siła legendy.
Dla dzieciaków drugi znaczący kruszwicki zabytek, romańska kolegiata świętych Piotra i Pawła, jest raczej mniej ciekawy, chociaż historycznie i pod względem stanu obiektu na pewno dla Kruszwicy ważniejszy i cenniejszy. Przez krótki czas, u zarania swych dziejów, była ona nawet... katedrą, bowiem mniej więcej do połowy XII wieku Kruszwica była stolicą biskupstwa kujawskiego, którego istnienie jednak szybko utraciło swą celowość i zostało zniesione i wcielone do nowego biskupstwa we Włocławku. Oczywiście katedra przeszkadzała miejscowemu diabłu i... wiadomo, co próbował zrobić. Kolejna legenda typowa i przewidywalna "do bólu", ale jednak bardzo mnie ucieszyła, w obu swych odsłonach, w obu książeczkach.
Na tyle w każdym razie, że nabrałem ochoty, by kolejny raz się wybrać do Kruszwicy, by... szukać śladów tego czarta i jego diabelskich pazurzysk! I... czyż nie o to właśnie chodzi w legendach, by nas ciągnęły w te opisane w nich miejsca, zachęcały do wędrówki, do poznawania miejsc i dziejów ojczystych? Legendy... Dobrze jest, jeśli skłaniają nas do aktywności i nauki, rozbudzając przy tym też wyobraźnię!
----------
Chyba nie umiem pisać recenzji. Raczej często - jak i teraz - daleko wychodzę poza jej ramy, snując raczej jakieś opowieści wokół opowieści. ;)
Obie te książeczki - szczerze mówiąc - nie zachwycają literacko. Powiedziałbym nawet, że zupełnie brak w nich "literackiego polotu" jakiejś wartości artystycznych - są raczej przeciętnym rzemiosłem. Są niezłą relacją z wydarzeń legendarnych, ale zbyt suchą - pozbawioną życia, emocji, głębi. Opowiedziane są beznamiętnie i jakby kronikarsko. Bardzo brakuje mi w nich choćby dialogów, które właśnie by ożywiały i ubarwniały opowieści, pomagały się w nie bardziej zagłębić i zaangażować czytelnika, Nie wciągnęły mnie one w ten szczególny sposób, by mnie oczarować i nie wciągnęły mnie, jako czytelnika, tak jakbym chciał - nie bardziej, niż... tablice informacyjne stawiane przy zabytkach które dają tylko jakieś ogólne informacje.
Szkoda wielka. I żal, że Kruszwica chyba nie dorobiła się niczego lepszego. Większość czytelników pewnie... wkrótce o odwiedzeniu Kruszwicy i przeczytaniu tych legend, o nich po prostu zapomniała. Ale, oczywiście "na bezrybiu i rak ryba", więc mimo wszystko ten nabytek mnie bardzo satysfakcjonuje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz