Moja pasja do baśni i legend przejawia się nie tylko w zbieraniu książek, w słuchaniu i oglądaniu, w pisaniu własnych opowieści i w występach bajarskich. Równie chętnie odwiedzam miejsca z nimi związane, chociaż... niestety, zbyt rzadko. Można to nazwać... turystyką bajarską. ;)
W ostatnich dniach zahaczyłem o Pobiedziska. To skromne, ciche miasteczko mijane przez turystów w połowie drogi między Gnieznem a Poznaniem. Mijane na ogół przez turystów tak, że ledwie je zauważają. Nie ma ono bowiem zabytków, które mogłyby być dla wędrowców jakoś bardziej interesujące - jedynie gotycki kościółek pw. św. Michała Archanioła z przełomu XIII i XIV wieku. Ale dla miłośnika baśni i legend jednak coś się tam ciekawego znajdzie. Muszę przyznać, że dotąd także tylko mijałem to miasto, ale w końcu...
"Sercem" miasta jest uroczy Rynek - pełen zieleni, a nie "kamienna pustynia", jakie głupi ludzie tworzą obecnie zbyt często w ramach... "rewitalizacji". A na Rynku... szemrze cichutko woda. A szemrze ona w uroczej fontannie ulokowanej na skraju placu. I właśnie przede wszystkim dla tej fontanny odwiedziłem to miasto. Przedstawia ona bowiem legendarnych braci - ojców narodów: Lecha, Czecha i Rusa. I Pobiedziska bowiem mają swoją legendę z nimi związaną, przypisując Lechowi założenie grodu w tym miejscu i nadanie mu nazwy Pobiedziska od... Cyt! O tym osobno napiszę! Bo warto. :)
"Najprawdopodobniej przed rokiem 1257 Przemysł I nadał Pobiedziskom prawa miejskie. W tym okresie miały miejsce objawienia Matki Bożej, która ukazuje się na drzewie głogowym przy Trakcie Poznańskim za Pobiedziskami, w kierunku zachodnim (...). W XIII wieku na tym miejscu, jak podają źródła, stał kościół Objawień Najświętszej Marii Panny"
- pisze Stanisław Krygier w książce "Pani Pobiedzisk". I... tyle tylko o tym zdarzeniu wiadomo. Jej wizerunek - czczony jest w tutejszym kościele i tytułowany "Matką Bożą Łaskawą, Panią Pobiedzisk". Skromność danych nie przeszkodziła jednak Krzysztofowi Krygierowi, rodzonemu bratu Stanisława, uczynić to "objawienie maryjne" niejako "centralnym punktem" swej książki "Drzewo głogowe", którą właśnie czytam, a Panią Pobiedzisk niejako patronką i "duchową osią" starań o zjednoczenie Polski po "rozbiciu dzielnicowym". Sporo w tym religijnej przesady - obaj bracia (Stanisław już jednak nie żyje) należeli do bractwa czcicieli Pani Pobiedzisk - ale też uroczy patriotyzm lokalny, który bardzo cenię.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz