poniedziałek, 15 grudnia 2025

Bajarza narzędzie nieoczywiste

Co jest potrzebne w pracy bajarzowi? Książki, zapiski etnografów, "żywe książki" - ludzie znający opowieści przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie... To wydaje się oczywiste. Ale bywają i rzeczy nieoczywiste. Mnie na przykład zdarza się korzystać z... map, czasem starych. Choćby po to, by próbować doprecyzować sobie miejsce, z którym wiąże się stara legenda. Przygoda z baśniami i legendami ma więc dla mnie także wymiar krajoznawczy - i tak naprawdę przez te swoje opowieści chcę także zachęcać do poznawania regionu, tych miejsc, których one dotyczą.

Tym razem sięgnąłem po mapy, by spróbować zlokalizować sobie jeziorko, zwane "Piekiełkiem", z pewnej legendy z Trzemeszna, by lepiej ją opisać. W dodatku nie mając żadnej pewności, że w ogóle na jakiejś mapie jest - bo nawet w podaniu opisane jest jako bardzo małe. No, jest, lecz okazuje się, że nie do końca wiadomo które to, bo legenda przytacza jego nazwę nieformalną, z tradycji ludowej, a... okazuje się, źe część okolicznej ludności wiąże tą nazwę z jednym zbiornikiem wodnym, druga część zaś z innym, sąsiednim. Czy było nim więc jezioro Świąteckie, położone na samych obrzeżach dzisiejszego Trzemeszna, czy też spory staw - nie oznaczony na mapach - bliżej wsi Święte? Pani Jolanta, autorka książki "Cudowne źródełko" z legendami trzemeszeńskimi, której próbowałem się poradzić, wychowała się - jak twierdzi - w tradycji wskazującej na jezioro Świąteckie jako "Piekiełko", lecz skłania się ku stawowi. W sumie i moje przeczucie do niego mnie ciągnie. Chociaż... 

I... czy da się w takim razie dociec prawdy? Pewnie, niestety, nie - i trzeba się zadowolić jakimś "być może", "albo - albo"... Przez lata wykonywałem zawód dziennikarza i coś z tego tkwi we mnie także w działalności bajarskiej - lubię dociekać i mieć jakiś konkret, coś pewnego. Nie zawsze się to udaje tak, jakbym sobie tego życzył. Ale i tak z tych dociekań, z przyjrzeniu się mapom, mam korzyść - buduję sobie jakąś "przestrzeń" dla danej opowieści, jakiś obraz tego, jak to miejsce wygląda, jak mogło wyglądać kiedyś. Oczywiście najlepiej być tam, gdzie dana opowieść się rozgrywa, ale nie zawsze jest to możliwe, więc przynajmniej warto się przyjrzeć - choćby właśnie mapom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O teatrze ilustracji - kamishibai

Zajmuję się głównie teatrem ilustracji. Ta forma sztuki bajarskiej wywodzi się aż z dalekiej Japonii i po japońsku nazywa się "kamishib...