W dawnych czasach drogi Królestwa Polskiego, Litwy i Rusi przemierzali nie tylko zwykli wędrowcy, kupcy, trupy teatralne... Wśród wielu "ludzi drogi" bywali i pobożni mnisi, kwestarze zbierający datki na swe klasztory i "dzieła miłosierdzia". Chodzili od miasta do miasta, od wsi do wsi, od dworu do dworu... i prosili "co łaska". O takich właśnie kwestarzach mówi wesoła, ale też nieco filozoficzna przy tym, anegdota z terenów dawnych "Kresów Wschodnich" Rzeczypospolitej. Znalazłem ją w książce "Ukraińskie narodowe bajki, legendy, anegdoty" i jak umiałem, tak przetłumaczyłem na polski.
![]() |
| Tadeusz Rybkowski (1848 - 1926), "Kwestarz" |
Razu pewnego mnich – bernardyn wybrał się do jednego pobożnego
i możnego pana, by prosić go o wsparcie dla swego klasztoru. Przyjechał do
niego. Pan przyjął go łaskawie. Ugościł - dał mu jeść i pić. Wreszcie pyta:
- No, powiedz mi, bracie bernardynie, co ja będę miał za to,
że dam na wasz klasztor?
- Jak to co? – zdziwił się mnich. – Królestwo niebieskie!
- A któż tam będzie w tym królestwie?
- Oto tam będą ci, którzy tutaj biedują.
- Jak to? Chłopy i dziady tam będą?
- No a jakże, panie? Będą!
- A sto diabłów na twoją mać! – wrzasnął pan. - Ty chcesz mnie wsadzić pomiędzy chłopów i dziadów? Dajcie tu mi tylko zaraz rózgę!
Słudzy szybko spełnili żądanie pana, a ten wlepił bernardynowi sto razów i pognał go za bramę. Tak też odjechał bernardyn, mocno obolały. Wkrótce spotkał przypadkiem na drodze współbrata ze swego klasztoru. Wyżalił mu się o wszystkim, co go spotkało. Ten zaś odrzekł:
- Ot, widzisz… Ty dostałeś sto rózeg. A przekonasz się, że ja wezmę od niego bogatą daninę dla naszego klasztoru!
Wziął i pojechał. Zajechał do dworu. Pan pierwszego dnia ugościł go, a na drugi dzień zapytuje tak samo, jak i tamtego. Ten zaś odpowiedział:
- No cóż, panie. W niebie to będą chłopi, kaleki i wszyscy ci, którzy tutaj biedują. W piekle zaś, to będą sami książęta, grafowie, wielcy państwo. To także i panu lepiej będzie tam w kompanii z nimi.
- O, o! Masz rację, bracie bernardynie! – odrzekł pan i aż klepnął gościa z uciechy w plecy. – Wolę w piekle, lecz z wielkimi panami, niż w niebie, lecz między chłopami.
Zaraz też polecił załadować kilka wozów zapasów dla klasztoru i wyprawił bernardyna z nimi w drogę.
- Jak to co? – zdziwił się mnich. – Królestwo niebieskie!
- A któż tam będzie w tym królestwie?
- Oto tam będą ci, którzy tutaj biedują.
- Jak to? Chłopy i dziady tam będą?
- No a jakże, panie? Będą!
- A sto diabłów na twoją mać! – wrzasnął pan. - Ty chcesz mnie wsadzić pomiędzy chłopów i dziadów? Dajcie tu mi tylko zaraz rózgę!
Słudzy szybko spełnili żądanie pana, a ten wlepił bernardynowi sto razów i pognał go za bramę. Tak też odjechał bernardyn, mocno obolały. Wkrótce spotkał przypadkiem na drodze współbrata ze swego klasztoru. Wyżalił mu się o wszystkim, co go spotkało. Ten zaś odrzekł:
- Ot, widzisz… Ty dostałeś sto rózeg. A przekonasz się, że ja wezmę od niego bogatą daninę dla naszego klasztoru!
Wziął i pojechał. Zajechał do dworu. Pan pierwszego dnia ugościł go, a na drugi dzień zapytuje tak samo, jak i tamtego. Ten zaś odpowiedział:
- No cóż, panie. W niebie to będą chłopi, kaleki i wszyscy ci, którzy tutaj biedują. W piekle zaś, to będą sami książęta, grafowie, wielcy państwo. To także i panu lepiej będzie tam w kompanii z nimi.
- O, o! Masz rację, bracie bernardynie! – odrzekł pan i aż klepnął gościa z uciechy w plecy. – Wolę w piekle, lecz z wielkimi panami, niż w niebie, lecz między chłopami.
Zaraz też polecił załadować kilka wozów zapasów dla klasztoru i wyprawił bernardyna z nimi w drogę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz