poniedziałek, 15 września 2025

...i znalezisko. :)

Zaginionymi lądami, mitycznymi krainami interesuję się od wielu lat. A także zaginionymi miastami, jak np. pomorska Wineta. Bardzo interesuję się nimi od wielu, Można powiedzieć też, że na wielu poziomach. Interesują mnie same opowieści, a także badania nad nimi prowadzone. Śledzę z uwagą, co o nich mówią naukowcy - specjaliści od historii czy literatury - ale i to, co zdaje się bardziej kontrowersyjne ze "zdroworozsądkowego" punktu widzenia, słowa i poczynania "wariatów", którzy wierzą, że te lądy istniały naprawdę, poszukują ich a choćby przesłanek czy dowodów o ich istnieniu. Z uwagą oglądam programy w tv - nawet te bardzo "kontrowersyjne", wzbudzające u wielu uśmiech pełen politowania czy pobudzające do drwin. Na szczęście w swojej wolności nie muszę się przejmować, co kto myśli o tym. Chętnie też o tym czytam. 

Wierzyć czy nie wierzyć - to sprawa bardzo indywidualna. Ja... wierzę - moją romantyczną, bajarską duszą - bo... chcę wierzyć. To mój świadomy wybór. Bo to przyjemna wiara, i przyjemnie jest się z tą wiarą, a przynajmniej z pełnym ciekawości pytaniem: "a może to prawda?", zanurzyć w otchłanie tajemnicy przyniesione nam przez dawne mity i legendy. Moje serce i dusza lgną do tych starych opowieści i tej tajemnicy - rozkoszuję się nią, próbuję przeniknąć i poczuć. Ucieszyła mnie więc bardzo ta książka - znaleziona w miejscowej bibliotece, na półce do wymiany ksiązkowej, "bookcrossingu"...

Byłem świadomy tego, że od rzetelnej wiedzy i badań jej treść może być baaardzooo daaaleeekooo. Jej autorka jest bowiem - jak to określono w biografii na odwrocie książki - "naturalną białą czarownicą, która pracuje z elementami i niebiańskimi królestwami". 😆  Tak więc można się było spodziewać mocnych "odjazdów". Spodziewałem się po tej książce nie wiedzy, nie badań "szkiełkiem i okiem", ale liczyłem raczej raczej na OPOWIEŚCI, nawet jeśli "dziwnej treści" - na coś, co będzie karmić i pobudzać moją ciekawość i moją własną romantyczną duszę, moją wyobraźnię. Spodziewałen się mocnych "odjazdów" - ale też i taka jest prawda, że tacy "odjazdowcy" mają często ciekawą, romantyczną duszę, i potrafią mieć niezwykłą wyobraźnię, niesamowicie opowiadać. Niestety... Tak, jak się początkowo ucieszyłem, tak wkrótce jednak przyszło ogromne rozczarowanie, bo za pociągającym tytułem i piękną okładką nie kryły się wcale piękne mity i legendy, których przecież jest wiele o tych krainach, ani dociekania o ich istnieniu czy położeniu, ani jakiekolwiek fajne, fantastyczne opowieści, wizje z nimi związane, a tylko... arcygłupi ezoteryczny bełkot. 

Książka - jako zupełnie bezwartościowa - poszła więc zaraz dalej. Niech ją sobie czyta, kto lubi takie kretynizmy. 😆 Ja się zajmuję baśniami, nie głupotami. To jednak kolosalna różnica! 😉 I z nadzieją czekam, że jeszcze mi się trafi coś ciekawego i sensownego o Atlantydzie, Lemurii i Avalonie. 😊

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O teatrze ilustracji - kamishibai

Zajmuję się głównie teatrem ilustracji. Ta forma sztuki bajarskiej wywodzi się aż z dalekiej Japonii i po japońsku nazywa się "kamishib...