Legendy... Wspominałem już chyba, że legendą wolę nazywać taką opowieść, która ma już "długą, siwą brodę". ;) Legenda dla mnie zasadniczo opiera się na tradycji, a im dłuższa to tradycja, tym lepiej. Jednak przecież legendy wciąż się rodzą - i to, co dzisiaj jest ciekawą opowiastką, może z czasem stać się w pełni legendą.
Takimi młodymi legendami są np. opowieści o duchach nawiedzających różne miejsca. Oczywiście jest wiele legend o duchach np. "rezydujących" na zamkach czy w ruinach. Chodzi mi teraz raczej o zjawy mniej znaczne i nie z tak wspaniałych miejsc. Wiele takich się zrodziło ledwie przed ok. 100 laty, kiedy jeszcze wiara w duchy była dość powszechna, a na pewno znacznie, znacznie powszechniejsza, niż obecnie. Nieco złośliwie można by może napisać "za ciemnoty", ale... czy możemy naprawdę wykluczyć ponad wszelką wątpliwość wykluczyć, że mogą one naprawdę się pojawiać? Owszem - nauka nie udowodniła pojawiania się duchów - ale czy udowodniła, że się nie pojawiają? Oczywiście, że nie! Nauka zasadniczo... niezbyt się tym zajmuje i interesuje - jeśli już to może jako zjawiskiem kulturowym czy psychologicznym. Ale... chyba trochę odbiegłem od tematu w filozofowanie. Wróć!
Takie opowieści znaleźć można w jednych publikacjach, obok znacznie starszych i szacowniejszych podań. Takich opowieści sprzed lat około stu jest naprawdę całkiem sporo. Ale rodzą się w naszych czasach to takie "legendy - noworodki". ;) I one także dla mnie, jako pasjonata baśni i podań, są bardzo ciekawe i zajmujące. Jedną z takich moich ulubionych opowieści tego typu wiąże się z Poznaniem.
![]() |
| Fot. Diego Delso / Wikipedia |
Świątynia ta - wznoszona przez pół wieku, ukończona zaś w roku 1701 - wraz z przylegającym do niej, równie monumentalnym jak ona, klasztorem, była siedzibą dumnego zakonu jezuitów. Jest ona prawdziwą perłą baroku - nie tylko regionalnego, wielkopolskiego, lecz w skali całego kraju. Niewiele ma sobie równych. Zachwyca już okazałą fasadą, a jej wnętrze sprawia jeszcze bardziej monumentalne wrażenie. Bazylika równie dobrze mogłaby być i katedrą nawet - naprawdę ze wszech miar godną siedzibą arcybiskupstwa - gdyby takowa już wcześniej w Poznaniu nie istniała.
![]() |
| Fot. Diego Delso / Wikipedia |
"Na początku listopada nagrywaliśmy wraz z Radiem Merkury kasetę z utworami organowymi. Aby nikt nam nie przeszkadzał, robiliśmy to nocą. Wszystkie światła były pogaszone, pozamykałem drzwi na klucz. Tylko jedne, boczne, były zamknięte jedynie na klamkę. Nie podejrzewałem jednak, że ktokolwiek będzie próbował tamtędy wejść. Drzwi bowiem są bardzo ciężkie i nawet mężczyźnie trudno je otworzyć... Stałem przy organach. Na schodach do nich prowadzących panowały egipskie ciemności. Za dnia jest tam trudno wdrapać się starszym osobom, a co dopiero nocą. Nagle, jakby znikąd pojawiła się starsza, ubrana na czarno kobieta. Nogi się pode mną ugięły. Wrażenie było niesamowite. Pokazałem jej tylko, że ma być cicho. Stanęła sztywno z boku. Była bardzo stara. Przygarbiona, trzęsąca się, wspierająca się na lasce. Gdy nagranie się zakończyło, podszedłem do niej i zapytałem, co tutaj robi? 'Przyszłam do fary' - powiedziała. Dała sprowadzić się na dół. Chciałem ją nawet odprowadzić do domu, ale nie chciała, powiedziała, że mieszka niedaleko. Potem nagle jakby zniknęła. Była 1.00 w nocy.
Po paru dniach opowiadałem o tym wydarzeniu pani, która bardzo często grywa w farze na organach. Schodziliśmy po krętych schodach z chóru. Było po 23.00. Patrzyła na mnie z lekkim niedowierzaniem. 'Gdyby powiedział to ktoś inny, nie uwierzyłabym' - powiedziała. Nagle zza zakrętu schodów wyszła ta sama kobieta. Kolana nam zadrżały. Pytałem potem księży, czy nie znają takiej kobiety w swojej parafii. Nikt nie wiedział o kogo chodzi."
I tyle tej konkretnej opowieści, chociaż ponoć są także inne relacje o spotkaniach z tą tajemniczą postacią. "Warto by może zadać sobie pytanie, dlaczego mara ta pojawia się wieczorną porą w murach poznańskiej fary?" - zastanawia się w swej książce Jerzy Sobczak, i podsuwa zaraz myśl: "Wtajemniczeni twierdzą, że przybywa, by cieszyć oko swym niezwykłym darem, lub przekonać się czy współcześni z należną troską dbają o wysokiej klasy instrument". Szczerze mówiąc, myśl ta bardzo przemawia i do mojej romantycznej duszy miłośnika legend, baśni i opowieści niesamowitych.
Można w to wierzyć lub nie, ale... zastanawia mnie, że opowiedzenie tej historii innym przez kościelnego organistę wymagało pewnej odwagi, bowiem Kościół w naszych czasach - odnoszę w każdym razie takie wrażenie - nie patrzy raczej przychylnie na takie relacje, które mogą gdzieś zakrawać na spirytyzm, ezoterykę, na pewno zaś zabobony, które duchowni mocno krytykują czy nawet wyklinają. A tu... organista (wedle własnych relacji) najpierw rozmawia o tym z księżmi, a potem z prasą! Czyż to nie ciekawe i zastanawiające? Równie ciekawe jest dla mnie to, że (domniemany?) duch materializuje się do tego stopnia, że daje się poprowadzić do wyjścia. A jak się prowadzi starsze, schorowane i słabe osoby? Toć nie wzrokiem przecie, lecz bierze się pod ramię! Prawda? Czy duch może aż tak bardzo przypominać żywą osobę, by dało się go chwycić i poprowadzić? Któż to wie? Możliwe, że chociaż nie może przybrać formy realnej, fizycznej, ale tak głęboko wpłynąć na nasze zmysły, że faktycznie go możemy poczuć? Przecież w gruncie rzeczy... nie tylko nic nie wiemy na pewno o duchach, ;) ale wciąż tak naprawdę niewiele o nas, żywych - o tym, co i jak odbieramy i jak na nas można wpłynąć, o najgłębszych zakamarkach ludzkiego umysłu i psychiki. Prawda?
Naprawdę lubię opowieści o duchach - głównie ze względu na ich niezwykłość, nieziemskość. Określa się je często jako "opowieści z dreszczykiem" - i ja bardzo lubię w nich właśnie ten "dreszczyk", które wywołują. A duch? Nie wiem w sumie, czy wierzyć, czy nie. Wiem jednak za to, że owa stara dama z poznańskiej fary to duch zupełnie niezwykły, rzec można, bo w odróżnieniu od innych... wcale przecież nie starszy! Co więcej, zdaje się duchem szalenie sympatycznym, którego... aż chciałoby się samemu spotkać. Naprawdę! Czy to nie zakrawa na szaleństwo? Pragnąć się spotkać z duchem, zjawą z "innego świata"? A ja bym miał na to wielką ochotę! Naprawdę! A cóż bym zrobił, gdyby...? Pewnie bym się trochę przestraszył, ale... ileż ciekawych tematów do rozmów z takim duchem bym miał! O historii, o kościele i organach, o muzyce... Oooo! Ta cudowna stara dama na pewno kochała muzykę, by na taki dar się zdobyć! A dalej może i o... "tamtym świecie". Ileż ciekawego by mogła zjawa ta opowiedzieć!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz