Gdy pisałem "Zielonego Duszka", miałem pewne plany czy marzenia z tym związane. Marzyła mi się "bajarska ofensywa" na Półwysep Helski. Od początku tworzyłem tą baśń pod kontem teatru ilustracji (kamishibai). Zwróciłem się także z pomysłem i ofertą do UMiG Jastarnia. Marzeniem była realizacja tej opowieści, ale także może innych. I występy - żeby przyjechać wraz z kolegą, Markiem, na dłuższy czas - abyśmy tylko mieli zapewnione skromne warunki bytowania - i występy na ulicach... Nie tylko samej Jastarni, ale także Juraty czy Kuźnicy - bo one razem z Jastarnią stanowią jedno miasto, zwane niekiedy "Helskim Trójmiastem". Była chęć nie tylko tworzyć i występować, lecz także uczyć miejscowe dzieciaki pracy z teatrzykiem, tworzenia opowieści i (kamishi)bajania; może też wspólnego stworzenia jakiejś jastarnickiej opowieści, pozostawienia czegoś po sobie.
No, to akurat się nie spełniło. A potem Marek niespodziewanie "przeniósł się na tamten świat" i wiele się posypało. Na dłuższy czas mi "zabrakło pary" do działania - i w przenośni, i dosłownie; bo naprawdę bardzo potrzebowaliśmy się wzajemnie, bo nie wychodziło nam działanie, a za to wychodziło nam doskonale współdziałanie. ;) Wciąż odczuwam ten brak Przyjaciela. Tak bardzo by się chciało zrobić to jednak kiedyś - razem! - no, ale... :( Ale... może kiedyś się uda choćby w pojedynkę. Zobaczymy. Jest wiele pięknych opowieści do zrealizowania nad morzem. A jest to wciąź moje marzenie, bo... naprawdę lubię "Rybaki". :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz